|
|
|
RECENZJE Prey
AUTOR Krzysztof 'Voltaire' Sykta
|
Watch and pray, that ye enter not into temptation:
the spirit indeed is willing, but the flesh is weak.
Mt 26:41
Spójrz w lustro. To, co widzisz nie stanowi rzeczywistości obiektywnej, zewnętrznej realności będącej poza Tobą. To, z czym masz do czynienia to jedynie iluzja, chwilowa mara kreowana przez umysł. Jedna z tysięcy masek podświadomości, która wypływa w danym momencie na powierzchnię. W chwilach euforii widzimy twarz boga, w momentach głębokiej depresji wykrzywione spojrzenie demona.
Tommy w swym odbiciu widział jedynie demony. Spoglądał w lustro spękane gniewem, goryczą, gorzką ironią codzienności. Żywot spędzany w najgłębszej amerykańskiej prowincji. Wszystko w imię Tradycji. Pieprzonej wiary przodków. Jen. Tylko ona go trzymała przy życiu, ona stanowiła sens jego mozolnego istnienia. Muszą stąd uciec. Uciec jak najszybciej. Od starczych twarzy bredzących o konieczności, obowiązku i wspólnocie.
W przyrodzie nic nie dzieje się bez przyczyny. Być może myśli kotłujące się w podświadomości Tommy'ego, wibrujące w tych rejonach, których istnienia nie podejrzewają zwykli śmiertelnicy, spowodowały nadejście Sfery. Bytu pochłaniającego byty. Mechanicznej trawestacji Solaris. Demony kotłujące się wewnątrz wyszły na powierzchnię. Zmiany miały nadejść, więc nadeszły.
Prey
Prey przez lata kotłował się tak samo, rodząc się w bólach dziesięciu ciężarnych słonic. Lecz oto nadszedł. Ostatnia nadzieja gatunku. Kolejny wielki FPS do kolekcji. Taki przynajmniej obraz wyłania się z wizji roztaczanych przez producentów oraz większość portali.
Przyznam szczerze, że kiedyś FPS jako gatunek miałem w głębokim poważaniu. Pierwsze doomy i quake'i stanowiły dla mnie synonim rozrywki płytkiej i wulgarnej, bazującej na najbardziej prymitywnych ludzkich odruchach i instynktach. Dogoń i zabij. Znajdź i zniszcz. Zero finezji i merytorycznej głębi. Mój growy świat zdominowany był przez pozycje stawiające na pierwszym miejscu aspekt fabularny, erpegi, klasyczne przygodówki, czy te w stylu action-adventure. Potrzeba jest matką wynalazków. Byt kształtuje świadomość. Nadszedł czas na zmiany, a te nadeszły…
Nadmiar codziennego stresu spowodował konieczność odreagowania. Na pierwszy ogień poszedł Far Cry, z bajeczną grafiką i niespotykaną do tej pory sztuczną inteligencją przeciwników. Potem były już z górki. Coraz mniejszy opór i coraz większe uwielbienie. Wsiąknąłem niczym nastolatek zafascynowany powabem kobiecych kształtów, fragmentem uda wystającym spod koronkowej sukienki w upalny dzień, krągłością oddechu i powabem spojrzeń. Doom. Half Life. FEAR, Painkiller, Condemned, Riddick. Cała plejada wielkich, lub pragnących być, tytułów. Jak w tym wyścigu o tytuł FPS-a wszechczasów wygląda Prey? Co mam nam do zaoferowania, czego nie ma konkurencja?
W pierwszym rzędzie na pewno dynamizm fabularny, porównywalny jedynie z HL2. Wszelkie dialogi i sceny odgrywane przez wirtualnych aktorów stoją na najwyższym poziomie. Początkowa podróż poprzez mroki statku Obcych przypomina jako żywo sceny z Kombinatu tudzież ciemności Cytadeli. Ubezwłasnowolnienie. Ogrom przytłaczającej przemocy. Demoniczne hordy ogarów na ognistych łańcuchach. Przemocy bezimiennej, pustej, pozbawionej racjonalności i sensu. Nieludzkiej. Odhumanizowanej.
Prey
Na słowa uznania z całą pewnością zasługuje oprawa audiowizualna. Silnik graficzny, stanowiący podrasowane wnętrzności Dooma III, sprawuje się wyśmienicie w nowych warunkach, kreując świat o wiele mniej plastikowy i sztuczny, niż miało to miejsce w pierwowzorze. Wszystko porusza się nieziemsko płynnie i dynamicznie, co stanowi podstawę każdej dobrej strzelanki, a czego nie można powiedzieć o kilku innych "legendarnych" tytułach, funkcjonujących na rynku od dłuższego czasu. Na karcie GF 6600 GT produkt w maksymalnych szczegółach i rozdzielczości 1280 x 1024 chodzi więcej niż szybko. Bez zacięć i lagów.
Prey
Oprawa dźwiękowa zasługuje na osobne słowa uznania. Środowisko dookolne EAX 4.0 Advanced HD robi kolosalne wrażenie. Każdy odgłos i szmer za naszymi plecami nabiera wrażenia realności. Początkowo napotkałem na drobne problemy z funkcjonowaniem sterowników audio pod Audigy 2. Nieoficjalne KX Drivers 3538j nie obsługiwały efektów przestrzennych pomimo doinstalowania dodatkowych wtyczek OpenAl w/EAX. Podobnie było ze sterownikami oficjalnymi Creative w wersji beta 2.08.0002, przeznaczonymi jakoby specjalnie pod potrzeby graczy. Nic a nic. Całkowity brak funkcjonalności. W trybie opcji wyświetlał się jedynie komunikat o braku obsługi OpenAL, Po kilku wizytach na odpowiednich forach rozwiązanie objawiło się w całej swej prostocie. Wystarczył montaż niczym specjalnym nie reklamownych sterowników w wersji LB 2.08.004 (jakoby bez EAX-a) by ucieszyć zmysł słuchu efektami przestrzennymi z najwyższej półki.
|
Najważniejszym jednak novum jakie ma do zaoferowania Prey jest mechanika rozgrywki, oparta o zabawy z grawitacją, portale transportujące w czasie rzeczywistym, możliwość wychodzenia z ciała i przebywania w świecie duchów, przypominająca dokonania Raziela z Soul Reaver.
Prey
Akcja ma miejsce na statku kosmicznym (i nie tylko na nim…), stąd też grawitacja ma wymiar lokalny i umowny, prowadząc do szeregu nowatorskich możliwości oddziaływania na strukturę poziomów i budowę akcji. Wystarczy jeden strzał w odpowiedni panel, by odwrócić świat do góry nogami lub w innym kierunku. Sufit staje się podłogą. Przedmioty, przeciwnicy i my sami - wszystko zmienia swe położenie zgodnie z nowymi warunkami, umożliwiając nam dostęp do nowych rejonów i lokacji.
Ogromne wrażenie robią ścieżki grawitacyjne. Specjalne chodniki wijące się we wszystkich kierunkach po sufitach, ścianach zapętlając się w niewielki labirynt przejść i dróżek, czasami zaś tworząc niezbyt skomplikowane proste nitki łączące dwa punkty. Ostrzał może nas dopaść więc z każdej strony. Przeciwnicy pojawiają się z nienacka otwierają własne portale, biegając po sufitach, szturmując nasze pozycje ze wszystkich stron.
Prey
Kolejną innowację wprowadzoną do gatunku stanowi efektowny system portali. Czasami zaglądając z tyłu jakiegoś pudła czy skrzyni odkrywamy w nim przejście do rejonów dotąd niezbadanych. Wchodząc w drzwi stojące samotnie pośrodku pokoju znajdujemy się w nowym pomieszczeniu, które wcześniej jest rzecz jasna widoczne, kusi wejściem i zaglądnięciem do środka. Wchodzimy, uruchamiamy odpowiedni mechanizm, i naraz przesuwamy się do do tej pory niedostępnego lokum do której prowadziła jedynie niewielka szpara.
Prey
Gdzieś w mniej więcej jednej trzeciej rozgrywki pojawia się możliwość użycia kosmicznych statków, a raczej niewielkich pojazdów generowanych w sposób równie efektowny co same portale. W każdej chwili możemy też wyjść z naszego ciała, które efektownie zawiśnie w powietrzu. Zyskujemy nowe możliwości, otwierają się przed nami nowe ścieżki utkane z eterycznych substancji, pola siłowe nie stanowią już dla nas żadnej bariery... Tryb przejścia w ducha ma w sobie jednak pewne nielogiczności - działą na nas grawitacja, lecz nie możemy korzystać ze ścieżek grawitacyjnych, może przejść prze pole siłowe, lecz nie przez szklaną barierę odgradzającą jakiś fragment pomieszczenia…
Pierwsze godziny spędzone przy Preyu zachwycają. Gra powala i przytłacza swym bogactwem, klimatem, innowacyjnością. Lecz w pewnym momencie dopada ją zmora wszystkich FPS-ów - znudzenie. Brak nowości, przewidywalność rozgrywki, popadanie w schematy. Nie spotykamy się z niczym zaskakującym i angażującym emocjonalnie. Kolejna porcja wrogich istot do odstrzału. Kolejna dźwignia. Kolejna pseudo zagadka wymagająca przejścia w inny wymiar po to by otworzyć dźwignię kryjącą się za polem siłowym. Gra ma ogromny potencjał, który w pewnym momencie pozostaje niewykorzystanym.
Prey w języku angielskim oznacza zwierzynę łowną. Grając, momentami odnosiłem wrażenie, że nie jest nią główny bohater, lecz bezdennie nieinteligentni kosmici, których można utłuc byle kluczem francuskim lub dwoma strzałami z najzwyklejszego karabinku Obcych. Pewne urozmaicenie przychodzi w dalszej części, gdzie pod nasz ogień pchają się bestie niczym z kolejnej części Sileni Hill, tudzież syberyjskiego cyrku. Nie zabraknie też walk z bossami wielkości ambicji prezydenckich dwójki wicepremierów. Tyle że to wszystko… w pewnym momencie zaczyna nudzić… Prey jest prosty, łatwy i przyjemny. Efektowny i efekciarski. Za prosty. Zbyt łatwy. Niczym płaskie siedemnastki wakacyjną porą…
Sama śmierć nie jest dla nas czymś strasznym. W momencie zgonu przenosimy się do krainy wiecznych łowów gdzie przy pomocy mistycznego łuku wystarczy, że upolujemy kilka latających "flądr", czy też innych płastug, odnawiających nasze siły witalne i duchowe.
Prey
Przyznam się szczerze, że, pomimo początkowej euforii, gry do tej pory nie zakończyłem. Odłożyłem na półkę zagłębiając się w chory świat Condemned: Criminal Origins, który wciągnął mnie bez reszty… Być może moja ocena jest krzywdząca, być może nie uwzględnia genialnego jakoby trybu multiplayer, którego nie dane mi było zakosztować... W każdym razie nie ulega wątpliwości, ze Prey wnosi pewien świeży podmuch w zatęchłe środowisko niezbyt nowatorskich strzelanek… Szkoda tylko, że nie do końca wykorzystany.
|
|
|
|
|
METRYCZKA |
| GATUNEK | FPS |
| PRODUCENT | Human Head Studios |
| WYDAWCA | Take 2 Interactive |
| PLATFORMA | PC |
| WWW | oficjalna strona |
| WYMAGANIA | Pentium 4 2.0GHz, 512MB RAM, karta graficzna 64MB kompatybilna z DirectX 9.0c |
| PEGI RATING: | +18 |
WERDYKT |
| GRAFIKA | 9+ |
| DŹWIEK | 8 |
| GRYWALNOŚĆ | 8 |
+ innowacyjność
+ grawitacja
+ portale
+ świetny engine
+ cena | - zbyt prosta
- krótka |
OCENA PLAYBACKU |
| 8+ |
|
|
|