Sztab VVeteranów - gry strategiczne, historia, militaria...
OKOŁOGRÓWKA Piraci z Karaibów: Skrzynia Umarlaka
AUTOR Mateusz 'Papkin' Witczak
Papkin:

Ocena Skrzyni Umarlaka jest zadaniem trudnym. Wszak to sequel jednego z najgłośniejszych filmów ostatnich lat, który miliony widzów oglądało z przyśpieszonym biciem serca i intensywnym ślinotokiem. Obraz zarobił już niemal 700 milionów zielonych, całkiem zresztą zasłużenie, bo ma wszystko, czego możnaby oczekiwać - wartką akcję, szczyptę humoru i niesamowity scenariusz. Teoretycznie nie ma się do czego przyczepić. No właśnie, teoretycznie.

Screen

Skrzynia Umarlaka


Will i Elizabeth nareszcie odnaleźli spokój. Jutro ma odbyć się ich huczne weselisko, na które zjedzie się cała śmietanka i mleczko towarzyskie. Gruchaliby sobie pewnie w najlepsze, ale… w ich życie z brudnymi buciorami wkracza Lord Cutter, który w imię dawnych zbrodni, a więc udzielenia pomocy Jackowi, zamierza towarzystwo posłać na stryczek. Chyba, że Will odnajdzie pirata i zdobędzie jego busolę, która z bliżej nieznanych przyczyn wydaje się bardzo interesować Cuttera. Tymczasem rzeczony pirat wraz z załogą żegluje na Czarnej Perle. Ciąży nad nim jednak złowieszcze fatum i dług, który musi spłacić oddając swą duszę żywej (albo i nieumarłej) legendzie siedmiu mórz - Davy'emu Jonesowi. Zawiązanie akcji jest dość interesujące, choć przyznam, że jednak w przypadku państwa Turnetów nieco… hmmm… naiwnie i sztucznie? Ale mniejsza, na papierze źle to nie wygląda (ale też papier wszystko zniesie).

Na stołku reżysera zasiadł ponownie niezastąpiony Gore Verbinski (Ring, Wehikuł Czasu), zaś większych zmian w obsadzie nie odnotowano. Ponownie wszystkie plakaty zdobi trio Bloom, Knightley, Depp, gdzieś w tle przewijają się Jonathan Pryce, czy Jack Davenport. W ogóle scenarzyści nie wprowadzili wielu nowych postaci do uniwersum "Piratów" i postawili na sprawdzone, znane już widzom sylwetki. Ponownie ujrzymy Komodora Norringtona, Weatherby'ego Swanna i całą resztę wesołej gromadki. Każda nowa postać jest jednak naprawdę interesująca i wyrazista.

Nie zabrakło tego, za co pokochaliśmy część pierwszą - celnego dowcipu, wielkich bitew morskich, widowiskowych pojedynków, ucieczek, przygód… scenariusz jest po prostu niewiarygodny. Widz nie ma okazji złapać oddechu, gdyż co chwila atakuje go moc atrakcji! I tutaj właśnie miałbym jedno zastrzeżenie. O ile część pierwsza była nieco bardziej wyważona i jakby nieco bardziej "wiarygodna" (o ile można mówić o wiarygodności w filmie o nieśmiertelnych piratach i azteckim złocie), sequel aż przeładowano efektownymi starciami, czarami i pościgami. Akcja jest tak intensywna, że każdy wychodzi z kina z oczyma jak spodki i odrobinką sympatycznej magii ekranu w sercu. Jak jednak mówiłem, w moich oczach Skrzynia Umarlaka jest po prostu odrobinkę przeładowana, a taki przesadyzm również nie jest specjalnie zdrowy. Ale że to tylko zrzędzenie, więc…

Zakończenie wydaje się nieco niewiarygodne i dość absurdalne (a czytając zarys fabuły części trzeciej tylko się utwierdzam w tym przekonaniu), niemniej Piraci z Karaibów: Skrzynia Umarlaka to pozycja obowiązkowa dla każdego kinomana, i tego lubującego się w komediach, i tego, który nie widzi świata poza filmami kostiumowymi. Każdy powinien znaleźć w obrazie coś dla siebie i nikt nie powinien wyjść z kina niezadowolony. Tak barwnej, żartobliwej (czuć nieco klimat… khem… serii Monkey Island. Brzmi dziwnie, ale słowo daję, że tak właśnie jest!) i efektownej (choć nie efekciarskiej) opowieści o piratach nie wolno przegapić!
Get:

Gore Verbinsky prawdopodobnie niebawem wzbogaci się o kilka pomników, wystawionych mu przez miłośników kina pirackiego. Ów gatunek, od klapy Romana Polańskiego (jego "Piraci") praktycznie, nie licząc futurystycznej animacji "Planeta skarbów", znajdował się mniej więcej w takim stanie, jak dziś gry tekstowe - zakurzony, nie dotykany nawet patykiem od dawna, praktycznie zapomniany od jakichś 40 lat.

Także pierwszej części "Piratów" wróżono spektakularna porażkę, wytykając filmowi reklamę Disneylandu jako jedyny cel przyświecający twórcom ("Piraci z "Karaibów" to jedna z sekcji wielkiego parku rozrywki). Jak się okazało, film zrobił furorę, bo oferował widzom to, czego oczekuje się od letnich hitów - wartką akcję, sporo humoru, fantastyczna fabułę i wyraziste postacie. W zasadzie w "Piratach" wyrazista postać jest była jedna (Keira Knightley nie miała okazji się wykazać, a Orlando Blooma nikt nie ryzykuje nazwać dobrym aktorem) - ale za to jaka! Brawurowo zagrany przez kapitalnego jak zawsze Johnny'ego Deppa Jack Sparrow był główną gwiazdą filmu, jego pojawienie się zawsze wzbudzało emocje, a sceny z jego udziałem to czysty majstersztyk. Wyjątkowo kiczowata charakteryzacja, ruchy niczym w przejaskrawionym stereotypie geja i komediowa mimika, przyprawione cwaniakowatym charakterem - oto i krótka charakterystyka bohatera pirackiego kina, a także czołowej filmowej postaci tego roku.

Oczywiście cześć druga powstała głównie, żeby zbić jeszcze więcej zielonych papierków od spragnionych kolejnych morskich przygód fanów - ale, co warto podkreślić, wychodząc z kina widz wcale nie ma tego uczucia (co dawało się odczuć np. przy okazji "Kodu Da Vinci", zresztą kasowo zdeklasowanego przez "Skrzynię umarlaka"), bo film zrealizowane poprawnie pod każdym względem. W zasadzie mamy tu wszystko, co było w części pierwszej (skarby, potwory, armia nieumarłych, przekręty Jacka, itd.), tylko, że więcej, szybciej i mocniej. :) Akcja toczy się w błyskawicznym tempie, widzowie praktycznie nie mają chwili wytchnienia. Znów najbardziej bawi kapitan Sparrow, a jego ucieczka przed ludożercami to zdecydowanie najzabawniejszy fragment filmu. Z kolei Keira sobie ładnie jest (bo w zasadzie nie zauważyłem, by odgrywała jakąś większą rolę, choć jej sposób na dostanie się do Tortugi robił wrażenie), a Orlando Bloom jest jeszcze bardziej drewniany niż w "Klątwie Czarnej Perły", lecz jakoś wcale to nie razi. Dość interesujące jest zakończenie filmu i mocno daje do zrozumienia, o czym opowiadać będzie trzecia część.

Screen

Skrzynia Umarlaka


Piractwo to dziś intratne zajęcie, do promocji filmu doczepia się kto tylko może, karaibskie wysepki notują nawał turystów, odnowiona trasa w Disneylandzie cieszy się największym powodzeniem w całym parku, a piratomania zatacza coraz szersze kręgi na całym świecie. Jeśli cześć trzecia nie okaże się gniotem na ogromną skalę, producenci pewnie nie poprzestaną tylko na trylogii. I bardzo dobrze, bo przygody kapitana Jacka na karaibskich morzach są po prostu świetna rozrywką na najwyższym poziomie, a wakacyjne kino rzadko wychodziło poza pewne ramy, które "Piraci z Karaibów" z premedytacją przekroczyli, z pożytkiem dla kieszeni producentów i dla nas, widzów.
MOIM ZDANIEM
Szymon 'Bombski' Radzewicz
Pierwsi Piraci zrobili furorę. Doborowa obsada, ciekawy scenariusz, cięte gagi, oraz masa efektów specjalnych. Dwójka jest dokładnie taka sama, z tym, że wszystkiego jest więcej i lepiej! Tym razem bliżej przyjrzymy się postaci Jacka Sparrowa, granego przez genialnego Johny'ego Deppa. Poznamy jego historię z przeszłości, mianowicie jak wszedł w posiadanie swej ukochanej łajby - Czarnej Perły. Nie zabraknie oczywiście Willa Turnera i Elizabeth, którzy w przeddzień ślubu zostają pojmani i skazani na śmierć. Żeby tego było mało, do całej sprawy miesza się Kompania Wschodnio-Indyjska, która obrała za cel wejście w posiadanie busoli Jacka. Dlaczego?

Co łączy te trzy historię? Nie mam zamiaru mówić, nie chcę wam popsuć przyjemności poznawania krok po kroku fabuły w kinie. A mimo to, że jest to typowe kino akcji, to historia, mimo, że nie fantastyczna, jest na tyle ciekawa, że na stałe przytwierdzi was do foteli. To wam gwarantuję. Podczas oglądania filmu cały czas będziecie mieli do czynienia z pięknymi, zapierającymi dech w piersiach sceneriami. Przez ekran przeleje się masa efektów specjalnych, a my zobaczymy emocjonujące bitwy morskie, jak i pojedynki na szpady. Reżyser nie dał nam chwili wytchnienia, z jednej emocjonującej akcji przenosi nas od razu do drugiej. A wszystko to okraszone wspaniałą ścieżką dźwiękową, która odpowiednio wprowadza nas w piracki klimat.

Podsumowując, najnowsi Piraci są pozycją bardzo, ale to bardzo udaną. Jeżeli jesteście miłośnikami kina akcji, macie moje słowo, że z seansu nie wyjdziecie zawiedzieni. Pozostaje z niecierpliwością czekać na część trzecią!