Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 07/2006 (Lipiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




  Maciej 'xyz' Pietrzyk
Redakcja









ZMIENNOŚĆ ŚWIATA

Świat się cały czas zmienia. Pędzi. Gna. Nie ma w nim wielu stałych czynników. Ta prawda była już znana starożytnym - "Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki" - słowa Heraklita. Jak wiadomo ani człowiek nie będzie taki sam, ani rzeka. Ale czy te zmiany odbywają się w dobrym kierunku? Dokąd nas one zaprowadzą? Czy dzięki nim grozi nam rozkwit, czy zagłada? Nie oszukujmy się, na te wszystkie pytania nie znajdziemy prostej odpowiedzi. Możemy jednak spróbować rozłożyć je na czynniki pierwsze i szukać odpowiedzi w wielu pomniejszych dziedzinach. Może wtedy uzyskamy tą jedną i niepodważalną?

Myślę, że dobrym przykładem będzie muzyka. Nie, nie zamierzam analizować całej jej historii, wszystkich odmian i gatunków. Skupię się na jednym, wąskim zakresie, na ewolucji pojęcia muzyki rockowej w przeciągu ostatnich, powiedzmy 40 lat. Pomimo tego nie zahaczę o takie sławy jak Pink Floyd czy Led Zeppelin. Powód jest prosty - patrz teza w pierwszym akapicie.

Czymże jest w takim razie klasyczny rock? Jeżeli szukamy jego klasycznych źródeł sięgnijmy po płytę "Made in Japan" Deep Purple. Jest to kwintesencja tego gatunku, w formie koncertowej. Na krążku znajduje się zbiór najlepszych utworów jakie grał ten zespół podczas tournee po kraju kwitnącej wiśni, na początku lat '70. Kompilacje otwiera "Highway Star", po drodze mamy gdzieś znane "Smoke on the Water", całość zamyka "Space Truckin". Jednak to nie w tytułach leży tajemnica rocka. Ona jest w unikalnych wstępach do utworów, kontakcie zespołu z publicznością, znakomitych improwizacjach czy zgraniu całego zespołu. Tutaj mamy do czynienia z każdą z tych cech. Zatopmy uszy we wstępie do "Lazy" czy zasmakujmy kunsztu muzyków w blisko dwudziestominutowym utworze końcowym. Usłyszmy później wokalizę Gillana z "Child in Time", zakończmy wyliczanie mocnych punktów na solu perkusyjnym z "The Mule". I co widzimy? Płyta nie ma żadnych kawałków, które by nie porywały. Wszystkie są dynamiczne, pełne wigoru i energii. Słuchacz ani przez chwilę się nie nudzi, tylko się dziwi jakim cudem zdołano tyle wykrzesać mocy z 4 instrumentów. Również wersje studyjne tych piosenek są uważane za pierwszą ligę światową. W końcu są zaczerpnięte z takich albumów jak "Machine Head" czy "Fireball".

Tradycje bardzo dobrego, rockowego brzmienia kontynuowały zespoły, które wyłoniły się z omawianego składu. Należy wspomnieć chociażby o Rainbow. Widzimy tu czerpanie z dobrych wzorców przede wszystkim w postaci koncertowej - "Live in Germany". Tylko osiem utworów. Spójrzmy jednak na ich długości, każdy trwa ponad 10 minut. Wypełnione są długimi, porywającymi improwizacjami i znakomitymi riffami. W dorobków studyjnym grupa wypada gorzej od poprzedniej. Pomimo to na każdej płycie znajdziemy przynajmniej jeden mocny kawałek, a to się przede wszystkim w rocku liczy.

Ktoś mi może zarzucić, że trzymam się przy definicji konserwatywnie jednego typu zespołów. Nie ma sprawy, dysponuje też przykładami z innych rejonów, chodźby Dire Straits. Dla niewtajemniczonych - Mark Knopfler, "Brothers in Arms". To znaki rozpoznawcze zespołu. W tym wypadku mamy do czynienia z zupełnie inna stylistyką. Łagodne brzmienie, spokojny śpiew - ale nie dajmy zwieść się pozorom. Po głębszym wsłuchaniu się wiedzmy, że to jest klasyczny rock. Znajdujemy tylko na nim przykrywkę "łagodnego usposobienia" zespołu. Dla chcących zweryfikować moje słowa polecam "Alchemy". Dwupłytowy album koncertowy, zawierający największe hity w znakomitych wersjach.

Teraz czas przejść do ewolucji, czyli do omówienia współczesnego pojęcia rocka. Pomijam te zmiany, które w nim zachodziły przez te 40 lat, żeby uwypuklić kontrast między pojęciem współczesnym, a tym dawnym. Moim zdaniem on umarł! Po prostu należy puścić sobie radio/telewizor i załamać ręce. Wszędzie Mandaryny, Dody, Sidneye Polaki. Każdy z nas to przynajmniej raz w życiu słyszał. Prezentują oni zerowy poziom artystyczny utworów. Co dopiero mówić o ich "znakomitych" koncertach. Dinozaury gatunku juz prawie wymarły, jedynie dzielnie na scenie trzyma się Deep Purple.

Jednak w me serce niedawno wlała się nadzieja. Otóż pewien młody człowiek polecił mi U2 ze słowami "to jest rock!!!". Zaopatrzyłem się w ich najlepszą płytę i... Szok. Przerażenie. Nostalgia. Te 3, z pozoru proste uczucia towarzyszyły mi po przesłuchaniu jej. Dlaczego szok? Czy serie prostych piosenek, z melodiami nie wpadającymi w ucho można nazwać hitami? Po przesłuchaniu nie potrafiłem rozgraniczyć jednego tytułu od drugiego, wszystkie zlały mi się w całość. Gdzie jest ta różnorodność i oryginalność, stanowiąca niegdyś o potędze rockowych utworów. Poza tym brakuje mi jakichkolwiek organów. Moim zdaniem zespół z tak mało wyeksponowaną ich sekcją wiele traci. Dochodzimy powoli do końca krytyki. Moim zdaniem bezpodstawne jest nazywanie tego zespoły rockowym - całkowity brak Hammondów, brak energii czy partii solowych (np. gitary elektrycznej). Jest to czysty, komercyjny pop. Takie jest moje zdanie, w porównaniu z klasykami gatunku wymienionymi w pierwszej części ten zespół wypada po prostu blado.

Jeżeli tak ma wygadać postęp w tej dziedzinie to ja serdecznie dziękuje. Nazywając takie brzmienia rockiem zatracamy obraz prawdziwej muzyki. W wypadku przyjęcia takiej klasyfikacji Deep Purple i innych klasyków rocka powinniśmy podciągnąć pod jakiś heavy-trash-psychodestruction-metalorock. Co wydaje mi się lekkim absurdem. Oddajmy rockowi to co rockowe, a popowi to co popowe. Więc uznajmy, że albo rock umarł, albo wegetuje w czasach komercji. Ale nie oszukujmy siebie nawzajem i nie mówmy, że żyje w takich wcieleniach jak U2, bo jest to wierutna nieprawda.

Świat się zmienia… Biegnie do przodu cały czas. Zmiany, które zachodzą, nie koniecznie mają wymiar pozytywny… Produkty gorsze, przeznaczone dla masowego odbiorcy, wypierają treść bardziej ambitną. Jaką wiec możemy postawić odpowiedź dla postawionego pytania? Czy zmierzamy ku rzeczom doskonalszym, czy w kierunku przeciwnym? Osądźmy sami.








PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja