STUBBS THE ZOMBIE IN REBEL WITHOUT A PULSE
Smakosze mawiają, że taki cielęcy móżdżek jest bardzo smaczny. Nigdy nie jadłem, choć gdyby nadarzyła mi się takowa okazja, zapewne podjąłbym próbę wetknięcia kawałka mózgu do ust. Przypomnijmy sobie teraz scenę z Hannibala - tę ostatnią w samolocie, gdy częstuje małego chłopca upieczonym ludzkim mózgiem. Ten chłopiec mógł się nazywać Edward "Stubbs" Stubblefield, a jeśli faktycznie tak było, to dziś już leży w grobie. W każdym razie powinien.
W Stubbs the Zombie zakochałem się na długo przed tym zanim w ogóle się ukazał. Wystarczyło, że ujrzałem tylko jedną zapowiedź. Należę do tych graczy, których sprzęt jest jeszcze w miarę wystarczający na dzisiejsze czasy, ale boją się, że za dwa miesiące ukaże się któraś z tych hucznych gier, o których prowadzi się zażarte dyskusję na forach i pokaże ludziom nowy wymiar graficzny. Kolejny. I mimo to, że nic mnie do tych gier nie ciągnie wykazuję maksymalnie obojętną fascynację tym, co można w nich zobaczyć. Gdy wreszcie ktoś zapowiedział prace nad tytułem oferującym naprawdę odjazdowy pomysł, ale bez grafiki żrącej moc sprzętu niczym elektroniczny termit, ci cholerni redaktorzy musieli, po prostu musieli stęknąć na tę CHOLERNĄ GRAFIKĘ!
Miesiące oczekiwań, aż Stubbs powstanie z grobu nie poszły na marne. Gra wręcz przesiąknięta jest klimatem pulpowych horrorów z przełomu lat 50' i 60'. Oto bowiem mamy rok 1959 i miasto przyszłości Punchbowl założonym przez bogatego miliardera, który w ten sposób wskazuję drogę światu i odwdzięcza mu się za najszybszy w historii ludzkości scenariusz "od pucybuta do miliardera". Powietrze nie jest tu zanieczyszczane spalinami, bo samochody od dawna już latają, pracą zajmują się roboty, a ludzie są szczęśliwi. I nagle w samym środku miasta, spod ziemi wyłazi zombie Stubbs, który dokładnie dwadzieścia lat temu zakończył swój marny żywot i został wylądował pod ziemią zanim wybudowano Punchbowl. I zabiera nastolatkom hot-doga. Tak po prostu. Gra nie przedstawia żadnych konkretnych celów - masz tylko cieszyć się pozagrobową wolnością i jeść mózgi. Typowy dla filmowych produkcji z połowy ubiegłego wieku humor wyczułem zaraz po otwarciu pudełka. To moje pierwsze w życiu pudełko z grą, które ma klimat. Czytając instrukcję ciężko było mi zapanować nad ustami, które mimowolnie szczerzyły się, czytając napisane lekkim piórem satyryczne objaśnienia gameplaya. Wtedy włączyłem grę.
Humor w grze ma niesamowicie silny akcent. Tak silny, że nie pozwoli zarejestrować w mózgach (mniam!) graczy z jak bardzo brutalną grą mamy do czynienia. Stubbs pośmiertnie ma bardzo delikatny żołądek i obowiązuje go ścisła dieta składająca się z mózgów, mózgów, a do tego jeszcze mózgów z mózgami. Gdy już dorwiesz nieszczęsnego przechodnia i wgryziesz się w jego czachę, zamieni się w zombie i przyłączy do Twojej armii, a jak wiadomo w kupie raźniej. Każdy nowy rekrut również ma apetyt na mózgi.
Jakkolwiek proste założenia miałaby ta gra, trzeba szczerze przyznać, że jest dobrze przemyślana. W garniturze ruchów Stubbsa, jest tak trywialna umiejętność jak popchnięcie innego zombiaka. Okazuje się, że jest bardzo przydatna. Jak wiadomo zombie to debil (a w dodatku jest brzydki :P), który kieruje się głównie stale rosnącym apetytem. Gdy Stubbs ma już wielu nowych kolegów o podobnej aparycji robi się coś gorszego niż tłok, przez który przeciśniesz się mogąc odpychać swych znajomych. Możesz też popchnąć kumpli w kierunku funkcjonariuszy policji (a później nawet wojska) w charakterze przegniłego mięsa armatniego. Fajnie nie? A wiesz co pan śp. Stubblefield jeszcze potrafi? A co powiesz na pierdnięcie o mocy granatu ogłuszającego? Albo obrzucaniem wrogów wybuchającymi wnętrznościami pochodzącymi z własnej, osobistej dziury w brzuchu? Stracisz głowę! A ona też potrafi wybuchać, więc lepiej potocz ją w wybranym przez siebie kierunku. Najciekawszą umiejętnością jest jednak opętanie. Ot, odrywasz jedną ze swych kończyn - rąsię mianowicie - i tą właśnie częścią swego ciała zakradasz się do ofiary i hop na głowę. Odtąd sterujesz opętaną postacią, jeśli jest to policjant lub żołnierz masz wówczas do dyspozycji broń palną.
Moce bohatera są naprawdę przydatne i dają ciekawe możliwości. Granat odflakowy może dla przykładu przykleić się do oponenta. Wystarczy, że odczekasz, aż pacjent wbiegnie w większą grupę swych kolegów i bum! Kolejny przykład - zatrzymujesz się za zaułkiem i wyrzucasz rąsię. Zakradasz się po ścianach na tyły wroga, przejmujesz kontrolę nad dowolnym właścicielem broni palnej i robisz porządek. Daje to wyraźnie odczuć graczowi, że twórcy nie próbowali załapać się na łatwą kasę naiwnych graczy, wykorzystując tylko oryginalną koncepcję bycia zombie.
Popracowano też troszeczkę nad ofiarami Stubbsa. Przypadkowi przechodnie mają niewiele do powiedzenia, gdy zjadasz ich mózg, choć niektórzy próbują walczyć. Policjanci zaś mają broń, gdy już się do nich zbliżasz, odbiegają wciąż strzelając, gdy ich mózgi będą już w bezpośrednim zasięgu Stubbsa, wciąż będą się bronić rękami czy paralizatorem. Oznacza to, że ich mózgi są w głowie nie tylko po to, abyś mógł je zjeść, ale zasługują na zaszczytne miano Sztucznej Inteligencji. U niektórych potencjalnych dawców tego wrażliwego organu będziesz musiał obejść się smakiem i zadowolić się urwaniem im ręki (oderwaną kończyną możesz potem komuś przyłożyć).
W grze pojeździsz też pojazdami. Jesteś w mieście przyszłości, więc właściwie nimi polatasz. Poza samochodami osobowymi są też pojazdy będące na wyposażeniu armii, jak jeep czy czołg. Swego czasy trafisz też na farmę, gdzie zasiądziesz za kierownicą szczytowych osiągnięć inżynieryjnych w dziedzinie rolnictwa. Jednym z nich jest gnojowóz - nowoczesny pojazd do nawożenia, którym możesz strzelać pociskami nawozu na duże odległości. Jest też traktor, w którym z przodu zamontowano szereg standardowych narzędzi rolniczych (widły, kosy, itp.), na które możesz nadziewać wrogów jak szaszłyki. W pojazdach możesz też usiąść jako pasażer i pozwolić prowadzić swojemu koledze.
Od strony graficznej gra prezentuje się naprawdę okaza… ok, ok. - w końcu jestem recenzentem i w ogóle. Nie ma tutaj super bajerów, ale na szczęście Stubbs the Zombie wstydzić się nie musi. Jest po prostu dobra grafika i już. Obiekty w grze nie są może super szczegółowe, ale i tak wątpię, aby znalazł się ktoś, kto byłby w stanie oprawę wideo gry nazwać złą. Aby uwydatnić klimat lat 60' można włączyć nawet efekt śnieżenia ekranu. Gdy zaś będziesz poruszał się rąsią, ekran zmieni się na czarno biały, a towarzyszyć Ci będzie efekt częściowego rozmycia ekranu. Z dodatkowych bajerów jest jeszcze widok z toczącej się głowy Stubbsa. Zajadając się mózgami wokoło soczyście będzie tryskać krew zalewając podłogi i ściany, co mnie osobiście przypomniało zalane nazistowską krwią lokację w Bloodrayne.
Ale oprawa audio to już prawdziwy szok. Usłyszałem grę tylko po polsku, którą bezbłędnie przetłumaczył CD Projekt. Postacie mówią, grożą, rzucają zabawnymi hasłami i wrzeszczą po polsku, a zombie sapią, charczą i wołają o więcej mózgów również w naszym ojczystym języku. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ale najlepsze wrażenia w całym tym krwawym sosie gwarantuje soundtrack. Usłyszymy w grze do dziś jeszcze gorące hity lat 60', że wymienię tu chociażby utwór Bena Kwellera zatytułowany Lollipop czy może Mr. Sandman autorstwa Orangera. Albo Death Cab for Cutie - Earth Angel. A tytułów jest wiele więcej, jakby tego było mało w pewnym momencie będziesz pojedynkował się w tańcu z komendantem na posterunku policji przy akompaniamencie tych świetnych utworów.
Podsumowując na sam koniec, należy zastrzec, że to nie gra dla wszystkich i nie chodzi tutaj o oznaczenie systemu PEGI "18+". Jeśli po prostu nie lubisz dużej ilości krwi w grach nawet silna dawka humoru w grze nie będzie Cię trzymać przy tytule, bo mimo wszystko jest to gra brutalna, choć ciężko mi to przyznać. Jako młody gracz możesz też nie pojąć idei gry, której klimatyczna głupota ma źródło gdzieś w początkach drugiej połowy ubiegłego wieku, ale jest duża szansa, że ją pokochasz. Dlatego jeśli nieopatrznie zabierzesz się za tytuł nie próbuj nikomu mówić o jego beznadziejności, tę beznadziejność trzeba po prostu zrozumieć. W zasadzie na tym kończą się minusy tej gry, może jeszcze poza długością rozgrywki i lekką monotonią, bowiem ciągle jesz mózgi. W tej grze pozjadasz wszystkie rozumy. Dosłownie. A przy okazji: smacznego!