JACQUELINE CARREY - STRZAŁA KUSZIELA
Na chwilę obecną Strzała Kusziela leży na półkach księgarni już dobrych kilka miesięcy. Gdy zabrałem się do jej czytania, oficyna wydawnicza MAG pompowała gorącą kampanię reklamową o trzeciej części trylogii "Kusziel" pod tytułem "Wcielenie Kusziela". A ja, brnąc przez pierwsze setki stron, czytałem całkiem średnią książkę...
Opowiada ona o zmysłowej kurtyzanie Fedrze naznaczonej przez Strzałę Kusziela - szkarłatną plamkę na tęczówce lewego oka. Fedra jeszcze jako młodziutka dziewczynka została sprzedana do jednego z trzynastu domów Dworu Nocy, gdzie adepci już od dziecka zagłębiają sztukę Naamy, czyli mówiąc po naszemu, cielesnych rozkoszy. Szkarłatna plamka w oku bohaterki jest tam uznawana za skazę i dopiero niejaki Anafiel Delaunay poznaje się na prawdziwej naturze Fedry: osoba trafiona Strzałą Kusziela jest skazana na jednoczesne doznawanie bólu i rozkoszy. Anafiel kupuje bohaterkę z Dworu Nocy, czyniąc ją swoją uczennicą. Wciąż jednak pobiera nauki, jak służyć Naamie wedle własnego powołania, lecz nie to jest głównym celem edukacji Delaunaya. Fedra przede wszystkim uczy się słuchać, wysłuchuje pilnych informacji, jakie uda jej się wychwycić w domach klientów, po czym przekazuje je Delaunayowi.
Dlatego właśnie pierwsze dwieście stron lekko nużyło, ale pozostawało nadzieje, że za chwilę będzie naprawdę ciekawie. Okazuje się, że nie od parady umieszczono na początku lektury spis wszystkich postaci, których nazwisko wyczytać można na kartach właściwej powieści. Bez pierwotnego przyswojenia owego spisu, opisy zmyślnych intryg politycznych i knowań Delunaya będą po prostu chaotyczne i niezrozumiałe. Przez to początkowo należy troszkę zwolnić z czytaniem, aby poskładać sobie całą akcję, jeżeli nie chcemy się pogubić.
Naama, Kusziel... Całość dzieje się w fikcyjnym świecie, na potrzeby którego autorka wymyśliła religię i bogów pochodnych od samego Jezusa (tu nazywanego Jeszuą). Oto bowiem z krwi Joszuy wymieszanej z łzami Magdaleny narodził się Elua, wespół z aniołami założyciel rodu D'Angelinów, których potomkowie żyją do dziś. Sam świat wykreowany przez bohaterkę jest też alternatywną Europą prawdopodobnie gdzieś u schyłku Średniowiecza.
Początek powieści poza polityką Terre D'Ange to przede wszystkim seks. Ale nie w czystej postaci, bo tutaj jest on ściśle powiązany z religią. Gwoli ścisłości, autorka opisuje cielesne zajścia Fedry pomiędzy jej klientami, ale nie ma co napalać się na czystą erotykę. W całej książce brak jakiejkolwiek wulgarności, a Jacqueline Carey na tyle sprawnie operuje słownictwem, że brak tu też wymijających określeń. A warto również wiedzieć, iż "jednoczesne zaznawanie bólu i rozkoszy" to ni mniej, ni więcej, jak masochizm.
Gdy akcja nabiera właściwego określeniu "przygody" tempa, robi się naprawdę ciekawie. Brak tu co prawda twardej fantasy z jajem, ale to nawet dobrze, bo takich książek jest na rynku bez liku. Nie ma w "Strzale Kusziela" więc szastania czarami poprzez pstryknięcie palcem czy nieustannego machania mieczem, choć tego ostatniego w książce mimo wszystko troszkę jest. Powieść jest przede wszystkim po prostu piękna, do czego przyczynia się całkiem wysoki poziom leksykalny autorki. "Strzała..." jest napisana naprawdę sprawnie - Jacqueline Carey dysponuje naprawdę bogatym słownikiem przy czym jest całkowicie zrozumiała dla przeciętnego czytelnika, a co najważniejsze - brak u niej wodolejstwa. Dość często skupia się na, bardzo plastycznych zresztą, opisach tego i owego, bądź przemyśleniach Fedry, ale przez całość brnie się naprawdę gładko, a akcja i tak biegnie stałym tempem. Jakkolwiek paradoksalny charakter ma takie wyrażenie, to jednak wierz mi, jeśli nigdzie o tym nie przeczytasz, to nie domyślisz się, iż jest to debiutancka powieść Jacqueline Carey .
Gdy odstawiłem to grubaśne tomiszcze na półkę nie żałowałem ani chwili z nim spędzonej. Chciałbym napisać "ani się obejrzysz, a lekturę będziesz miał za sobą", ale to nieprawda. Przy takiej ilości stron to po prostu niemożliwe . Ale te siedemset stron połkniesz bez ziewania i męki, co odczuwałem czytając inne lektury podobnych gabarytów.