CONFLICT: GLOBAL STORM
Zapadał zmierzch. Sierżant Bradley uważnie analizował każdy szczegół w wyglądzie malutkiej osady, przyklejonej do górskiego zbocza. Po raz kolejny lornetka polowa, mająca niemal tyle lat co on sam, idealnie wywiązywała się ze swojego przeznaczenia. Cisza i spokój. Wygląd tego miejsca nasuwał myśl, że czas zatrzymał się tutaj jakieś głupie 200 lat temu. To miejsce - Czeczenia to w istocie zupełnie inny świat, nieprzystający do wyobrażeń ludzi z Zachodu. Rosjanie uwikłani w konflikt w tym zapomnianym przez Pana Boga zakątku wiedzieli o tym najlepiej! A teraz …, teraz zespół uderzeniowy poszukujący szaleńców z organizacji "Marzec 33" ukryty czeka na rozkazy, tylko dlatego, że paru oficerów nieboszczki III Rzeszy, głęboko zakamuflowanych członków organizacji "ODESSA" postanowiło rozwalić istniejący porządek świata i nieoczekiwanie dla nich samych znaleźli się blisko osiągnięcia celu.
- Ruszamy - szepnął do mikrofonu - wszystko zgodnie z planem. Bezszmerowo załatwiamy sprawę i znikamy na kolację do Wuja Sama! Wydając rozkaz Bradley nie wiedział, że za 30 sekund rozpęta się piekło za sprawą komitetu powitalnego, który na nich oczekiwał.
Dziwna sprawa. Ostatnio objawiło się na rynku gier komputerowych sporo pozycji mieszczących się w kategorii taktycznych gier akcji. "S.W.A.T 4" wraz z dodatkiem, "Commandos Strike Force", "Regiment", "Full Spectrum Warriors: Ten Hammer" i w końcu przedmiot dzisiejszych rozważań, czyli ""Conflict: Global Storm". O innych pozycjach z braku miejsca nie będę tu już wspominał. A dlaczego dziwna? Lwia część tych tytułów spadła na mnie "do opracowania". Ja, facet, który zaszczytny obowiązek zasadniczej służby wojskowej odbył ku chwale Ojczyzny i swojej własnej ćwierć wieku temu nie opuszczam od jakiegoś czasu żadnego pola wirtualnej walki w każdym zakątku świata! Będąc stukilogramowym "gołąbkiem pokoju" zmagam się z siłami wrażego terroryzmu, przestępczości zorganizowanej i czort jeden wie, z czym jeszcze! Dla utrzymania higieny psychicznej niezbędne chyba będzie pogranie trochę w "Hugo", bo inaczej w końcu sam wywołam jakiś konflikt, lokalny mam nadzieję.
"C: Global Storm" jest kontynuacją serii gier taktycznych sygnowanych słowem Conflict. Sama seria nie budziła do tej pory jakiegoś mojego większego zainteresowania, powiem nawet więcej - niektóre jej elementy uważałem i uważam do dzisiaj za słabo, czy wręcz niegrywalne. Poprzednicy "Global Storm" posiadali system sterowania grą, postaciami i wydawania rozkazów na takim poziomie, że po spędzeniu kilku godzin przed monitorem Gracz miał psyche zakręconą jak słoik z musztardą. O tym, że grafika i dźwięk była na podobnym poziomie litościwie nie będę wspomniał. Sama gra zwróciła moją uwagę wymaganiami sprzętowymi, które niskie raczej nie są i doszedłem do wniosku, że nikt na tym poziomie "kichy" nie stworzy. W końcu "wydusiłem" egzemplarz od Loonatyka - Szefa Naszej Ekipy i do roboty! Czy moje kalkulacje były słuszne? O tym poniżej.
"Conflict: Global Storm" wita nas po zainstalowaniu żądaniem stworzenia profilu, po czym oferuje przejście misji treningowej w wersji podstawowej i zaawansowanej. Ta druga dotyczy działania zespołowego, systemu wydawania rozkazów i wykorzystywania możliwości stworzonych przez Twórców z studia Pivotal Games, takich jak chociażby przełączanie się pomiędzy poszczególnymi postaciami, czy też przekazywaniem przedmiotów. Tu pierwsze, w porównaniu do poprzedników pozytywne zaskoczenie. System sterowania postacią jest przyjazny dla Gracza i nie wymaga wielogodzinnego wkuwania konfiguracji "klawiszologii", podobnie zresztą jak niemal intuicyjny system wydawania rozkazów. Ograniczono się do krótkich, treściwych komend widocznych na ekranie i prostego wyboru. Każdy z członków zespołu ma swoje "kwalifikacje" i dzięki temu posiada niezbędne wyposażenie do realizacji określonych celów. Warto o tym pamiętać! Skoro o zespole wspomniałem to spotykamy "starych znajomych" sierżanta Bradleya i kaprali Jonesa, Connorsa i Foleya, oraz i tu niespodzianka pojawi się w tej ekipie przedstawicielka płci odmiennej o specjalizacji strzelca wyborowego Carrie Sherman! Tak, więc pierwsze wrażenie gra sprawia korzystne.
Zgodnie z obowiązującymi od jakiegoś czasu trendami gry taktyczne zaczęły być wyposażane, ku mojej radości zresztą, w fabułę. Nie inaczej jest z "Global Storm"! Mnie zawiązanie intrygi nieodparcie na myśl przywodzi Wielkiego FF, czyli Fredericka Forsytha i jego "Akta ODESSY". W skrócie rzecz ma się mianowicie tak, że grupa wysokich oficerów III Rzeszy zbiegła po zakończeniu II Wojny Światowej z Europy dzięki pomocy tajnej organizacji "ODESSA" do Argentyny, po latach i osiągnięciu zaplecza finansowego postanawia jeszcze raz wejść do akcji. Powołuje do życia doskonale wyposażoną organizację terrorystyczną o nazwie "Marzec 33" i stawia przed nią kluczowe zadanie zniszczenia obecnego porządku świata. Ambitnie! Nie ma to tamto, niemiecki megalomani zawsze marzyli o prymacie nad światem. Z satysfakcja zauważam, że od jakiegoś czasu Twórcy gier starają się w ich fabułę wpleść trochę autentycznych wątków, co niewątpliwie podnosi, czy wręcz wyposaża grę w wartości poznawcze. Wiem, że brzmi to dla uszu Gracza, a w szczególności Młodego Gracza w okresie wakacji obrzydliwie, niemniej mam cichą nadzieję, że zaintrygowany tłem historii może ktoś wystuka w przeglądarce hasło np. ODESSA. Wierzcie mi! Cywilizacja homo sapiens ma na koncie takie wyczyny, że gdyby świat zwierzęcy się tak zabawiał, to Matka Ziemia od dawna byłaby kawałkiem kamienia, bez śladu życia w przestrzeni kosmicznej.
Rozgrywka zaczyna się zaskakująco, chociaż podobny wątek pojawił się w "Commandos Force Strike", czyli ZDRADĄ! W miejscu, gdzie wylądujemy po skoku ze spadochronem czeka na nas ekipa w takim składzie, że jakiekolwiek działanie byłoby samobójstwem z głupoty! W następstwie tych wydarzeń kolejnym miejscem naszego pobytu jest miejscowe więzienie z nieodłącznymi atrybutami traktowania uczestników "cichej wojny" jako nieistniejących, czyli niepodlegających prawom konwencji międzynarodowych. Ciekawe, czy w ogóle ktoś o nich jeszcze pamięta? Sądząc po "wyczynach" uczestników działań w Iraku, czy w Afganistanie chyba niekoniecznie …. Po przesłuchaniu, w ramach intra gry, przejmujemy kontrolę nad kapralem Connorsem i w tym momencie zaczyna się dla nas historia 14 piekielnie zróżnicowanych misji w różnych regionach świata, że wymienię tylko na zachętę kolejno Czeczenię, Kolumbię, Koreę Południową, czy też Kaszmir. To była dobra wiadomość, zatem od razu dla zrównoważenia wiadomość z serii tych gorszych. W poszczególnych misjach, a są one naprawdę sporych rozmiarów i nie dotyczy to tylko wielkości lokacji jest OGRANICZONA ilość możliwości dokonania zapisu gry! Pamiętajcie o tym sięgając po save! Niewykluczone, że sytuacja, w jakiej aktualnie się znajdujecie, a oceniana przez Was jako "piekło" będzie niczym pryszcz na pupie niemowlaka w porównaniu do tego, co niebawem Wam spotka! Mądrzy ludzie mawiają - nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być jeszcze gorzej! A będzie mocno "cieniutko"! To gwarantuję wszystkim tym Graczom, którzy sięgną po ten tytuł! Dodam tylko, że dla odpowiedniej wysokości "atrakcji" zalecam rozpoczęcie gry na poziomie minimum "Normalny", wszak "Łatwy" jest tylko dla bezzębnych bobasków!
W ramach rozgrywki będziecie mieli dostęp do sporych zasobów żelastwa wszelkiego przeznaczenia, lecz korzystajcie z niego rozsądnie, szczególnie, jeśli chodzi o sprzęt służący do rozwalania "ciężkich argumentów" przeciwnika. Z uwagi na spore zróżnicowanie warunków terenowych niezmiernie ważne będzie wykorzystanie poszczególnych członków teamu, zgodnie z ich specjalizacjami indywidualnymi. Inaczej sprawy mieć się będą w mocno zurbanizowanym terenie, a zupełnie inaczej na obszarach pustynnych. Dostępna będzie możliwość korzystania z pojazdów podobnie jak w poprzednich częściach serii, ale pomińmy ten aspekt gry znaczącym milczeniem. Są tacy, którzy twierdzą, że nie można mieć wszystkiego.
Tradycyjnie nie napiszę o przebiegu rozgrywki nic, poza tym, co znalazło się powyżej z przyczyn zrozumiałych. W końcu nie po to płaci się za grę prawie 50 złociszy, aby jej historię przeczytać w kilka minut. Pora na ocenę poszczególnych elementów gry. Gra posiada dwa tryby: dla pojedynczego gracza i multiplayer. Ja skupiłem się na trybie indywidualnym, wobec czego moja ocena w głównej mierze dotyczy właśnie jego. Stwierdzić muszę, że w przeciwieństwie do poprzedników w "tę odsłonę "Conflict" grało mi się wielce przyjemnie, chociaż momentami miałem wrażenie, że niespodzianka związana z sposobem zapisu gry delikatnie rzecz ujmując jest trochę "przybita", chociaż znam parę pozycji jeszcze bardziej pokręconych, jak chociażby "Shadow Ops: Red Merkury". Tam można było zapisać grę pod jednym jedynym warunkiem - trzeba było DOŻYĆ końca misji!
Grafika w "Conflict: Global Storm" prezentuje się zdecydowanie najlepiej ze wszystkich odsłon tej serii. Porządnie wykonana z dużą dbałością o szczegóły. Poziom animacji oparty m.in. o efekty Rag Doll jest więcej niż przyzwoity. Co ważniejsze, ruch i generalnie zachowanie postaci ściśle jest powiązane z dźwiękiem otoczenia. Zwróćcie uwagę, jak na samym początku treningu nad placem ćwiczeń przelatuje śmigłowiec i kierowana przez nas postać, o ile nie wprawimy jej w ruch będzie zachowywać się tak, jak normalny człowiek prowadzący wzrokiem przelatujący obiekt! Dalej jest jeszcze lepiej. Gra świateł i cieni, oraz to wszystko, co świadczy o efektownym wykonaniu gry jest w dość sporej dawce zawarte w omawianej pozycji. To cieszy i co więcej, jest uzasadnieniem dla takich, a nie innych wymagań sprzętowych. Krótko mówiąc, użytkowanie tej gry na sprzęcie zbliżonym parametrami do zalecanych sprawia sporo miłych doznań wizualnych.
Ścieżka dźwiękowa, mimo drobnych potknięć to kawałek solidnie odrobionego "zadania domowego". Z dużą dozą dbałości umieszczono na niej całą gamę dźwięków właściwych dla danego miejsca prezentowanej lokalizacji. Podobnie z odgłosami walki, strzałów i wybuchów. Całkiem przyzwoicie dźwięk zsynchronizowany jest z tym, co widzimy na ekranie, a przecież o to głównie chodzi. Kawałek porządnie wykonanej roboty!
Sumując poziom grafiki z jakością dźwięku i dodając do tego grywalność "Conflict: Global Storm" stwierdzić z satysfakcją należy, że jest to bezsprzecznie najlepsza część serii. Za rozsądne pieniądze otrzymujemy grę na więcej niż przyzwoitym poziomie, która gwarantuje sporo godzin gry na dwóch poziomach trudności, gdyż "łatwizny nie liczę"! Zwykle w takich momentach zadaję sobie pytanie, co dalej uczyni producent serii, ale dajmy mu trochę odpocząć, tym razem efekt finalny jest niezły, wobec czego zrezygnuję z utyskiwania na siłę! Nie wypada mi, zatem nic innego, jak wszystkim Graczom, którzy lubią klimat taktycznych gier akcji z czystym sumieniem polecić ten tytuł. Powodzenia w zadaniu likwidacji terrorystycznej pajęczyny! Będzie Wam potrzebne!