RAYMAN: RAVING RABBIDS
Król platformerów na PC, wybitny tytuł dla dzieci w wieku od 9 do 99 lat, mistrzowska pozycja i dla miłośników gatunku, i niedzielnych graczy - każde z tych stwierdzeń doskonale opisuje serię, którą zawdzięczamy jednej z najjaśniejszych person growego światka - Michaelowi Ancelowi. Co takiego ma Rayman, czego zabrakło choćby nieco zapomnianemu już Gexowi czy Crocowi? Może przemawia za nim fakt, że Ubisoft w regularnych odstępach czasu wydaje kolejne części jego przygód, może nietypowy świat pełen złych mroklumów, bajkowych miejsc i megalomanów, a może tylko urok najbardziej rozczłonkowanego z bohaterów gier komputerowych? Cokolwiek by to nie było, jedno jest pewne - kolejny Rayman już nadchodzi!
W zasadzie naturalną koleją rzeczy było, że Ancel po wytężonej pracy nad wysoko ocenianym Peter Jackson's King Kong weźmie się do pracy nad drugą częścią Beyond Good & Evil (niech żywi nie tracą nadziei, fani nie ustają w prośbach i groźbach w stronę Ubi), odświeży Raymana lub odejdzie w stronę zachodzącego słońca. Jako, że nie jest to jednak dawny western, a współczesny wyścig szczurów, gdzie - jak to zaśpiewał pan w Szymon Majewski Show - "małpa małpę wspiera" i panuje nieustanna gonitwa za pieniędzmi, gdzie kaczory dreptają naprzód, zaś Donald pozostaje wraz z Daisy w cieniu historii, pewne było, iż o kolejnym dziele Michasia usłyszymy wkrótce. Nostradamusy branżowe uczepiły się plotek o BG&E2 i Raymanie 4 jak rzep psiego ogona, wróżki zarabiały miliony na prognozach. Gdybanie trwałoby zapewne do dziś, gdyby nie nadejście wydarzenia, o którym głośno jak co roku (i słusznie), a więc E3. Największe targi gier zaprezentowały rzeszom zwiedzających również dziecko zespołu programistów pracujących w pocie czoła pod przewodnictwem legendy nad Rayman 4: Raving Rabbids.
Mniejsza o nietypowy tytuł, należałoby powiedzieć nieco o całej otoczce fabularnej. Rayman przez te wszystkie lata walczył głównie z Mroklumami, a więc tym większą niespodziankę stanowić może fakt, że jego nowymi przeciwnikami będą… króliki. Tak, właśnie, zwariowane, zmutowane gryzonie, rozmnażały się jak… no właśnie i w krótkim czasie utworzyły olbrzymią armię. Wielkozębne są obłąkanymi szaleńcami i wydaje się, iż zwycięstwo ich Imperium jest bliskie, gdy nagle… Chyba każdy, nawet średnio rozgarnięty gracz wie, kto wkroczy do akcji. Oto bowiem bożyszcze tłumów, idol nastolatek po raz kolejny ratuje świat. Ancel nie zaprzecza, że scenariusz jest absurdalny. Ba - ponoć ma to otworzyć drogę do możliwości sparodiowania pewnych filmów i stereotypów, w nieco pythonowskim stylu zresztą. Szczerze mówiąc humor uważam za największą zaletę bijącego (mym skromnym zdaniem) trzecią część sagi na głowę Psychonauts, więc krok ten cieszy. Jak jednak się to sprawdzi? Trudno powiedzieć. Na razie pozostaje się modlić, aby podobnie jak w przypadku lokalizacji "trójki", w prace zamieszany był Bartosz Wierzbięta.
Choć Ray wciąż skacze, czołga się i wykonuje nieziemskie akrobacje, zmieni się sposób walki. Po wyrzucaniu własnej pięści w stronę niemilców, pociskach energii i całej serii eksperymentów, francuski wytwór da królikom po gębie w sposób zgoła tradycyjny. Znaczy się nie będzie już niewiadomo jakich kul energii, tylko ciosy, jakie zadają sobie urżnięci panowie walcząc o ostatnią flaszeczkę. No, może nieco bardziej fantazyjne, bo Promienisty otrzyma możliwość wykonywania combosów, jakich nie powstydziłby się mistrz Bruce. Ta ciekawa nowinka jest ściśle powiązana z premierą konsoli Wii, a konkretnie jej nietypowym kontrolerem. System walki ma demonstrować możliwości dwóch pałeczek i tak kręcąc w powietrzu wymyślne młyńce, na ekranie dokona się prawdziwa orgia zniszczenia. Rayman otrzymał możliwość łapania wrogów, kręcenia nimi w powietrzu, a nawet, o zgrozo, hipnozy.
Niech się schowa Freud, to nie jest chochlik drukarski. Tym razem możliwe będzie wykorzystanie króliczych piechurów do własnych celów, a korzyści z takiego rozwiązania są oczywiste. Po przebraniu się w odpowiedni strój, disco, punk, czy rockowy, bo gracz będzie mógł ubrać bohatera wedle uznania, ma się rozgrywać swoista minigra, po której, być może, uda nam się przeciągnąć gryzonia na swoją stronę. Czy wspomniałem już, że nowa część ma być baaaardzo absurdalna?
Kiedy jednak już zawiodą kopniaki (bo będą i te) oraz wygibasy na macie, pozostaną… wierzchowce. Choć etapy rozgrywane na grzbietach orłów, nosorożców i, jak to pięknie określono, ryb-aniołów, objęte są ścisłą tajemnicą, trudno wyobrazić sobie, aby w kolejnych "jazdach" nie sprać gęby kilku królikom. Ciekawe, tak swoją drogą, czy jednym z bossów stanie się Bugs, który z dyskryminacją długouchych przez kaczory i myśliwych walczył z nieprzeciętną żarliwością.
Króliki oswoimy w 10 światach. Struktura gry, zgodnie z obecną modą, ma być bardziej otwarta. Precz z liniowością w platformerach? No, zobaczymy. Poza możliwością hipnozy, spodnie i nakrycie głowy przyniosą też Raymaonowi dodatkowe korzyści. Ktokolwiek pamięta "puszki" z poprzedniej części wie, że zmiana ubioru zawsze przydawała bohaterowi jakąś zdolność. Nie inaczej jest i teraz, choć patent, zgodnie z oczekiwaniami fanów, zostanie rozwinięty. Możliwe będzie też stworzenie własnego stroju, który zmiksujemy z kilku dostępnych elementów. Nie ma co oczekiwać cudów po oprawie, bo tytuł jest jednocześnie tworzony tak na PS3, Xboxa 360 czy PC, jak i słabsze nieco Wii. Może źle się wyraziłem - będzie pięknie, żywe kolory zaczną łechtać wzrok z mocą, jaką na ludzi ostatnimi czasy oddziałuje Mundial, ale nadmiernego wytrzeszczu spodziewać się nie należy.
Czwarty Rayman to tytuł skazany na sukces. Znana marka, rozwinięcie idei, które tak bardzo pokochaliśmy już w poprzednich częściach i nieco humoru rodem z Monty Pythona, czego odrobinę brakowało w poprzednich, również przecież dość lekkich i zabawnych częściach, to coś czego schrzanić się nie da. Programiści siedzieli już i przy poprzednikach, dlatego pozostaje jedynie pytanie - czy wszystkie zapowiadane rewolucje okażą się zmianami na lepsze? Tego nie wie chyba nawet Ancel, zaś my przekonamy się być może już na początku 2007 roku.