Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 07/2006 (Lipiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




  Mateusz 'Papkin' Witczak
Redakcja



Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ





Gatunek: Platformer
Producent: Eurocom Entertainment Software
Dystrybutor: CD Projekt
Wymagania: Pentium 4 1.7 GHz, 512 MB RAM, karta grafiki 128MB, 1.4 GB HDD, Windows 2000/XP.

EPOKA LODOWCOWA 2: ODWILŻ

Któż najlepiej nadawałby się na bohatera platformówki wyprodukowanej przy okazji premiery drugiej Epoki Lodowcowej? Zapewne Maryla Rodowicz - bo co najmniej właśnie od owej epoki występuje na scenie. Cóż, ona jednak zapewne przebywała gdzieś w innej części błękitnej planety gdy następowała odwilż, kiedy mamuty i cała reszta ferajny przeklinały globalne ocieplenie.

Z paczki znanej z wielkiego ekranu w zasadzie nikt się nie nadaje - ot, Maniek, może do jakichś naparzanek dla tych okropnych, sadystycznych pięciolatków. Dla Diego problemem może być woda, której dookoła pełno, a której kociak (jak i jego współcześni pobratymcy) specjalną sympatią nie darzy. No, zresztą to ciut zbyt potężne cielsko, wiecie, tu potrzeba kogoś zwinnego i dość mikrej postury. Pozostaje Sid, ale… ekhm, nie, w zasadzie nikt nie pozostaje (chyba nie chcecie w porządnym platformerze kierować fajtłapowatym łamagą, hę?). No, chyba, że… jest w zasadzie jedna nietuzinkowa osobistość o odpowiednim wzroście, wysportowana, skoczna, a do tego nie boi się wejść do wanny. Kto zacz?

A Wiewiór - bohater drugoplanowy, który jednak paradoksalnie odgrywa największą rolę w produkcji, bowiem to on powoduje kolejno zlodowacenie, rozpoczyna odwilż i ratuje dolinę przed zalaniem. A do tego bawi nas w pomysłowo zrealizowanych scenkach, które stanowią miód dla oczu i serca każdego kinomana, a przy których cała sala ryczy ze śmiechu jak po meczu Polski z Ekwadorem. Czymże jednak byłby Wiewiór bez motywujących go orzechów? I one odgrywają w produkcji istotną rolę.

Epoka Lodowcowa 2: Odwilż to klasyczna platformówka z kamerą teoretycznie zawieszoną za plecami bohatera. Teoretycznie, bo ta czasem wariuje i to w dość kłopotliwych momentach, przez co zbieranie rozmaitych znajdziek staje się trudniejsze. Ba, niech wam nagle coś zawiruje podczas przeprawy pod wodą, gdzie resztki tlenu stracić to tak, jak splunąć. Gra przeznaczona jest raczej dla dzieciarni, choć i starsi gracze zabawią się nieźle. Mi osobiście najbardziej przywodzi na myśl Croca, sympatycznego krokodyla, którego przygody i starcia z baronem Dante śledziliśmy w dwóch ciekawych częściach.

Wykonując kolejne susy przez krainę lodu, łąki, bebechy rybiego potwora, bagna, wioskę czcicieli ognia, wulkan oraz lodowiec (coś pominąłem?) natykamy się na orzechy, które pełnią tu funkcję monet, za których kolekcjonowanie otrzymujemy bonusy - a więc wywiady z osobami zaangażowanymi w proces tworzenia kinowego obrazu, które możemy obejrzeć z poziomu głównego menu. Za każde tysiąc punktów otrzymujemy jeden taki film, choć po przejściu z jednej krainy do drugiej tracimy całą pulę i musimy zaczynać zbieranie od początku. Jednak ciężko byłoby zebrać aż tysiąc orzechów, prawda? Na szczęście różne ich rodzaje dodają do puli Wiewióra kolejno jeden, pięć i dwadzieścia punktów. Pokarm Długozębnego może być zarówno wyeksponowany na wierzchu, jak i zakopany (wówczas trzeba go wydobyć, czemu towarzyszy zabawna animacja i zadaniem gracza staje się jak najszybsze klikanie prawego przycisku myszy). Może też znajdować się pod wodą, tudzież być ukryty w swego rodzaju roślince, która, gdy solidniej przedzwonić w jej bebechy, wypluje cenną zawartość. Może ona zawierać np. regenerujące zdrowie płatki kwiatu (choć nie tylko w niej je znajdziemy).

Żeby było ciekawiej, nasz bohater ma pięćdziesiąt punktów życia, które może stracić zarówno przez działania agresywnych, skorych do bitki zwierząt. Ich zresztą nie brakuje, bo przyjdzie nam kruszyć kopie z dzikami, niedźwiedziami, małpami ogromnymi pająkami, żukami, bliżej niezidentyfikowanymi futrzakami, czy hienami, a więc całą menażerią widoczną w telewizorze podczas obrad sejmu. Gromadka ta jest znacznie bogatsza, ba - niektóre czworonogi występują w dwóch odmianach. Jednak atakują w podobny sposób: albo szarżują, cobyś na nogach nie ustał za długo, albo rzucają jakimś glutem, z którym nie warto ryzykować kontaktu. Swoją drogą wynikła w związku z tym ciekawa sprawa, bowiem jedynie stwory w żołądku dziwnego rybopodobnego "cosia" (przypominające jakieś gigantyczne polipy) i ogromne pająki można zniszczyć, zaś resztę - jedynie ogłuszyć. Ja rozumiem - gra dla dzieci, ograniczamy przemoc, itd., ale czy panowie programiści nie pomyśleli, że przechodząc trzeci raz tą samą trasą i widząc identyczny wianuszek wrednych ryjków ma się ochotę tłuc głową o ścianę? W tej sytuacji radzę zastosować taktykę - wymiń/przeskocz i goń dalej. Nasz Wiewiór jest bowiem szybszy, zaś wrogowie nie grzeszą zbyt wysokim IQ (ale czy też należy wymagać inteligencji członków Mensy od zwierzaków?) Co do samej walki, odpowiada za nią jeden klawisz, zaś nasz bohater atakuje jak niezły karateka. Zresztą - kto widział jego popisy w starciu z Piraniami (fragment filmu) wie, że lepiej z nim nie zadzierać. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi jedzenie. Na upartego można też trzymać całe towarzystwo na dystans i rzucać weń kamieniami, ale, szczerze mówiąc, średnio to przydatne. Wiewiór potrafi też skakać (w tym wykonywać podwójne susy) oraz uderzać z impetem w ziemię. Ba - jeśli natrafimy na mini-gejzer wodny, futrzak może, po wypiciu kilku łyków, nadąć się jak balon i przelecieć do niedostępnych miejsc. Fortunę w cyrku zarobiłby też na nieco masochistycznym, acz przydatnym podpalaniu własnego ogona, celem przeniesienia płomienia w inne miejsce.

Jednak samo skakanie, pływanie i docieranie w najbardziej pokręcone miejscówki może się w końcu znudzić, ale tu sytuacje ratują (i podnoszą ocenę produktu o jakiś, na oko, jeden punkt) baaaardzo liczne i ciekawe minigierki. Poziomy są nimi przeorane w ten sposób, że ziewać, graczu drogi, nie powinieneś. Choć cześć wyzwań się powtarza, no, może odbywają się w nieco innej scenerii (jak choćby "celowniczek" - raz strzelamy do małp, przy innej zaś okazji rzucamy kamieniami do kilku par oczu w brzuchu wspomnianej już bestii (bez komentarza). Mi najbardziej do gustu przypadło superszybkie zjeżdżanie po lodowej rynnie Sidem. Nie dość, że trzeba przelatywać przez bramki, zbierać orzechy i unikać kolizji ze spadającymi głazami (a pod koniec to jest już naprawdę trudne), to w momencie, gdy futrzak wzbija się w powietrze, mamy do czynienia z "grą w grze", czyli czymś w rodzaju tanecznej minigierki, w której trzeba wciskać w odpowiednim momencie pojawiające się na ekranie kursory. Naprawdę sympatyczne! Oczywiście nie jest to nawet ułamek atrakcji, bo dalej zaganiamy ptaki do zagrody, w skórze Diego łoimy skórę oposom, przemykamy za plecami tegoż tygrysa już jako Wiewiór, słowem - zabawy w brud!

Główny bohater jest po prostu komiczny. Te animacje w cutscenkach, cwana mordka i ogólna wesołość sprawiają, że trudno nie poczuć doń sympatii. Akcenty filmowe są widoczne gołym okiem i nikt chyba nie będzie miał problemu z wyróżnieniem Tośka, czy Elki. Od czasu do czasu naszym oczom ukazują się też fragmenty filmu, choć tu akurat widać pewną niekonsekwencję. Początkowo bowiem faktycznie wraz z przejściem do kolejnego poziomu można oczekiwać cutscenki wprost z kina (pomijając te na engine'ie gry, których też nie jest mało), ale mniej więcej w połowie, po prostu, pojawiają się rysunki (fakt że najwyższej klasy) opatrzone komentarzem Mańka pełniącego w grze funkcję narratora. Pytanie tylko - czemu? Na koniec chcę tylko wspomnieć o tym, że w całej grze pokonujemy 1 (słownie: JEDNEGO) bossa, co zresztą nie wymaga niezbadanych pokładów finezji. Wynik, jak na platformera, wręcz żałosny. Sam finał również zawodzi. Nie ma żadnego mocnego akcentu kończącego grę, ot, przechodzimy ostatni, zwykły etap i… wyświetla się skąpe outro oraz napisy końcowe. Wspaniałe ukoronowanie naszych starań, prawda?

Aby podsumować, posłużę się pewnym, aż nazbyt znanym, sloganem, który nie schodzi ostatnio z ust telewidzów - i dla mamy, i dla taty, i dla każdej małolaty - Epoka Lodowcowa to naprawdę sympatyczna gierka i nie żałuję spędzonych przy niej godzin (no dobra, żałuję, oderwała mnie od nowych Heroesów!). Jeśli masz młodsze rodzeństwo - oto sposób, aby nie zawracało ci głowy. To nie braciszek będzie wściubiał nos w twoje "zwyrodniałe" GTA, czy mordował z głupawym uśmiechem kolejne babunie z Postala 2. Wyjątkowo to właśnie ty będziesz chciał zagrać w jego grę. Uwaga! Zabawa dużo zyskuje na rozsądnym jej dawkowaniu!










































  OCENA
  Grywalność: 8   Grafika: 7   Dźwięk: 7           7+

+ Lokacje & wydarzenia z wielkiego ekranu!
+ Bardzo sympatyczny główny bohater.
+ Przyjemna, choć nie najwyższych lotów, oprawa.
+ Fajne, specyficzne poziomy.
+ Minigierki dużo lepsze niż u konkurencji!

- Zakończenie.
- Mała ilość bossów.
- Szalona kamera!
- Musiałem oderwać się od HoMM5, aby w to zagrać!
PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja