HALF LIFE 2: EPISODE ONE
Jest wiele rodzajów miłości: Agape, platoniczna, braterska czy francuska, to tylko niektóre z nich. Zapewne większość fanów przywita tą grę miłością Agape - wierną i bezinteresowną. Co jest moim zdaniem błędem, bo ten dodatek na taką nie zasługuje.
Jedynym słusznym wyjściem w wypadku tej produkcji jest przelotny romans, zamiast miłości. Z tego prozaicznego powodu, że jest diabelnie krótka! Całość można pokonać w 3-4 godziny na średnim poziomie trudności. Jest to skandaliczny wynik biorąc pod uwagę cenę (59.90zł). Ponosząc takie same koszty możemy kupić dowolną inną grę FPP, o wiele dłuższą i zapewniającą najczęściej więcej zabawy. Dlatego polecam "Half Life 2: Episode One" tylko ortodoksyjnym fanom podstawowej wersji. Dziwi fakt, że Valve wypuściło jeszcze nie tak dawno patch, który ułatwia grę, co przy "fabrycznych" ustawieniach trudności i jej długości budzi moje szczere zdziwienie. Ale może juz nastały takie czasy, że ludzie nie mogą sobie poradzić z takimi banałami?
Pomimo wszystko przyjrzyjmy się temu, co on nam ów dodatek oferuje. Na pierwszy rzut oka nie widzimy nic oprócz nowych plansz do penetracji. Zdesperowani zaczynamy grać. Oglądamy filmik początkowy, poznajemy historię, która działa się po końcu HL 2. Gordon i Alyx przeżyli wybuch w Cytadeli. Znajdują się u jej podnóża, muszą jeszcze raz ja odwiedzić i wtedy już mogą swobodnie uciekać z City 17. Znaczy się z tego co po wybuchu z niego zostało, a należy nadmienić że niewiele;-) Dalszą grę też trudno nazwać ucieczką - nikt nas nie goni, jedynie przemy powoli po drodze wyznaczonej przez twórców. Co kilka chwil walczymy z potworami i idziemy dalej. Moim zdaniem dodatek stracił wiele klimatu - ataki ze strony wroga nie są uzasadnione jak w wersji podstawowej(chodź by pamiętny pościg z początku gry). Jedyna przyczyną postawienia wroga w danym miejscu jest chęć zabicia nas. Według mnie takie ich ustawienie sprawia, że gra staje się mniej wiarygodna, poza tym stanowi regres w rozwoju serii. Ponad to w katalogu wrogów mamy tylko jedną nową pozycję - Zombine. Jest to żołnierz Kombinatu z przytwierdzony do głowy Headcrabem. W chwilach rozpaczy zamienia się w kamikadze i wyjmuje odbezpieczony granat...W dziedzinie broni mamy jeszcze większą stagnację! Nie dostajemy żadnej nowej broni, do ręki nie dostaniemy też wszystkich starych. Bez komentarza.
Na razie nie znaleźliśmy motywacji do zakupu tego dodatku. Jednak z wrodzonym optymizmem szukamy dalej. Może autorzy zaskoczyli nas w kwestii grafiki? Mnie na pewno tak, w ustawieniach domyślnych cięło mi niemiłosiernie, podczas gdy podstawka chodziła dobrze. Pogrzebałem w opcjach, wyłączyłem szeroko reklamowane HDRy i licznik FPS skoczył w gorę. Bez tego udogodnienia gra wygląda jak dawniej i chodzi płynnie. HDR to moim zdaniem dla zwykłego gracza niepotrzebny bajer. Należy nadmienić, że silnik graficzny zestarzał się trochę, ale nadal wygląda dość dobrze. Nie doznamy już takiego szoku graficznego jak nas czekał w początkach wizyty w City 17, po prostu wiele gier już wygląda lepiej.
Kurcze, może jednak nas autorzy w jakiejś dziedzinie zaskoczą? - myślimy i nie ustajemy w poszukiwaniach. Może muzyka to jest właśnie to? Owszem, w gorętszych momentach dostajemy dawkę solidnego rockowego rytmu. Ale to żadna nowość w serii, tylko kultywowanie dobrych tradycji. Nad pozostałymi dźwiękami się nie rozwodzę, bo nie zostały zmienione w stosunku do oryginału..
Momentów, gdy skacze nam adrenalina, naliczyłem dosłownie kilka. W pozostałych fragmentach tytuł jest nudny. Idziemy, zabijamy przeciwników, szukamy drogi, idziemy... Taki schemat jest klepany przez całą rozgrywkę. Wyleciał gdzieś jej klimat. Poprzednia część była bardziej tajemnicza. W tej nawet Cytadela jest tylko miejscem bitwy, a nie mistyczną budowlą obcych, którą gracz mógł podziwiać tylko z biernej perspektywy. W skrócie - klimat i tajemnica zniknęły, została tylko walka. Przy czym w całym czasie gry tylko dwie batalie wbiją mi się na dłużej w pamięć - końcowa oraz ta przy zepsutej windzie. Reszta jest sztampowa i po pewnym czasie po prostu nudna.
Całą recenzję chciałbym zakończyć pozytywnym akcentem, w skrócie - Alyx. Jej osoba jest największym plusem tego tytułu. Towarzyszy nam przez całą podróż. Wspiera swoim ogniem. Powie czasem jakąś zabawną gadkę. Znajdzie dla nas rozwiązanie zagadki. Pochwali za dobry strzał. Poudaje dla zabawy w ciemnościach zombiego. Poprosi nas o poświecenie latarką na wrogów. Jednym słowem - prawdziwa kobieta z jajami. Do tego jeszcze całkiem rozsądnie prowadzi swój ogień i znakomicie odnajduje drogę. Ale jako prawdziwa kobieta, ma też wady - wszystkie te zachowania są skryptowane (gdyby to robiło tylko jej AI, marzenia...). Drugą plamą na jej wizerunku jest to, że dopiero w połowie gry wymienia broń na lepszą.(mimo, że po drodze ma 100 okazji żeby to zrobić).
Reasumując, ten dodatek mimo cały czas przyzwoitej grafiki i grywalności nie jest wart swojej ceny. Rozsądną granicą pieniężną za te 4 godziny zabawy byłoby 20 zł. Wtórność jak i brak innowacji nie pozwalają mi wstawić większej oceny niż 6+. Idealnym rozwiązanie byłoby dla tego tytułu ukazanie się wraz z podstawową wersją gry, oczywiście w zaproponowanej przez dystrybutora cenie.