SECRETS OF DA VINCI: ZAKAZANY MANUSKRYPT
Ludzie nigdy nie mają dość. Wchodząc do swojej ulubionej księgarni i na oszklonej wystawie tuż obok wejścia od razu dostrzegam kilka egzemplarzy "Kodu Leonarda Da Vinci". Zaraz obok są "Autor kodu Leonarda Da Vinci", "Złamany kod Leonarda Da Vinci", "Cała prawda o kodzie Leonarda Da Vinci". No ileż można? W dodatku wydawcy są skłonni w pierwszym wydaniu zmieścić te bzdury na drogim papierze w twardej oprawie, kiedy wiele dużo ciekawszych książek wciąż będzie drukowanych na szarym, szorstkim papierze i w miękkich oprawach.
W tym czasie jeden z europejskich producentów, a dokładniej francuski Nobilis przygotował grę, która co prawda nie nawiązuje do książki Browna, ale mimo wszystko drąży temat Leonarda Da Vinci? Czy to źle? Cóż, dzięki dystrybutorowi IQ Publishing nie ma na co narzekać, bo udostępnił grę wraz z majowym wydaniem magazynu Gala za cenę niecałych 15 złotych, kiedy spodziewano się, że tytuł trafi do Adventure Collection (w cenie 60 PLN).
Galę poczytałem najpierw, choć szybko zaczęła ubiegać się o nią siostra. Gdy już ją odprawiłem przyszedł czas na instalację. Jasne jest, że nie oczekiwałem fajerwerków, ale byłem pewien, że nie będzie to kawał chłamu. Dostaliśmy opowiastkę o niejakim Valdo, którego krokami kierujemy. Młody, na oko dwudziestokilkuletni chłopach, został niedawno zwolniony z praktyk u Francesco Melziego, który sam pobierał nauki od Leonarda, dlatego że skopiował jeden z obrazów miastrza Da Vinci. Zaraz potem otrzymał list od anonimowego nadawcy, który chciał, aby Valdo odszukał zaginiony manuskrypt Leonarda Da Vinci. Przedmiot najprawdopodobniej znajduje się w posiadłości, w której Da Vinci spędził ostatnie lata swego życia - Cloux Manor.
Za pomocą prastarego, lecz jakże użytecznego systemu point'n'click będziemy mogli zwiedzać apartamenty posiadłości, a także teren wokół niej. Akcję obserwujemy z oczu bohatera, możemy dowoli obracać kamerą o 360 stopni a także spoglądać w górę i w dół - interfejs jaki znamy z wielu gier. Osobiście odrobinkę mnie denerwuję, wolę statyczny widok z trzeciej osoby, tak jak w Syberii. Takie rozwiązanie jak w Sekrety Leonarda Da Vinci: Zakazany Manuskrypt dość poważnie ogranicza swobodę i dodatkowo uniemożliwia dokładniejsze przyjrzenie się niektórym przedmiotom. Swoją drogą - sprawia to, że gracz czuje się jakby skakał pomiędzy jednym a drugim obrazkiem, bo w grze niewiele też jest animacji. Poza kilkoma filmami w technologii Bink Video (niezbyt ładnych jak na dzisiejsze czasy) zdarzyło mi się kilka razy pchnąć jakieś drzwi, przekręcić korbę czy pooglądać trochę ognia i dymu, a poza tym strasznie w tym domu smutno.
Zdecydowanie najciekawszymi elementami tytułu są te drobniutkie, nieśmiałe kroczki do przodu w kierunku zrewolucjonizowania rynku przygodówek. Rewolucja to co prawda zbyt duże słowo, ale faktem jest, że autorzy mieli ciekawe pomysły. Zaimplementowano do gry coś takiego jak wskaźnik sumienia naszego bohatera, co symbolizują dwa mierniki oznaczone aniołkiem i diabełkiem. Po wykonaniu czynności, które są zdecydowanym nadużyciem gościnności (jak wejście do zamkniętego pokoju nocą przez okno i po drabinie ;) wzrośnie miernik z diabełkiem, po dobrych uczynkach (jak nakarmienie kota) wzrośnie ten drugi, z aniołkiem. W konsekwencji swych uczynków możesz stać się zbyt dobry i wówczas nie będziesz mógł kłamać, bądź też zły, co nie pozwoli ci wykonywać pewnych czynności. Przez całą grę zyskujemy jednak punkty, którymi możemy podnieść którąś część naszego sumienia, dlatego ja starałem się zawsze je równoważyć.
Kolejnym ciekawym dodatkiem, choć mającym już mniejszy wpływ na rozgrywkę to portret naszej postaci. Możemy w nim przebierać Valdo w inne stroje, co ma wpływ na stosunek do nas przez mieszkańców Cloux Manor. Jednakże poza uszczypliwymi komentarzami, gdy rozmawiasz z nimi z maską pszczelarską na głowie, nic szczególnego się nie wydarzy :).
Sekrety Leonarda Da Vinci: Zakazany Manuskrypt to gra nieliniowa. Tak twierdzą twórcy, ja sądzę, że to trochę zbyt duże słowo. Kilka z czynności będziesz mógł wykonać na kilka sposobów. W efekcie jednak wykonywałem prawie wszystkie czynności na obydwa sposoby nie będąc do końca tego świadom, dopóki nie uzyskałem wyników moich działań. Np. w jednym z miejsc jest winda, której uruchomienie wymaga rozpracowania pewnego mechanizmu. W miejsce, w które prowadzi można się jednak dostać inną drogą, a tam można spotkać identyczny mechanizm. Nie wiedziałem do czego służy, dlatego szybko się za niego zabrałem i rozwiązałem zagadkę. Wieści głoszą, że gra posiada aż 4 zakończenia, które uzależnione są od tego w jaki sposób będziesz prowadził rozgrywkę.
A skoro już o tym mowa to muszę przyznać, że zagadki logiczne w grze sprawiły mi dużo większą frajdę niż gromadzenie i wykorzystywanie przedmiotów. Tych drugich jest w grze bardzo dużo i trzeba się dość uważnie rozglądać po lokacjach, co sprowadza do nielubianego przez graczy włóczenia się po nich w nadziei odnalezienia potrzebnej rzeczy. Wykombinowanie do czego wykorzystać gromadzone śmieci jest już tylko kwestią czasu. Natomiast zagadki logiczne są bardzo dobrze zbalansowane - ani nie za trudne, ani też zbyt łatwe. Wprawny gracz bez problemu sobie z nimi poradzi, bez konieczności zaglądania do solucji.
Jeśli chodzi o grafikę to… cóż. Ponarzekałem na początku troszkę na animacje i na interfejs, ale czy grafika ogółem jest zła? Twórcy z pewnością nie mają się czego wstydzić. Prerenderowane tła prezentują się przyzwoicie i nie brakuje im szczegółów. Mimo wszystko pewna przepaść graficzna jest zauważalna. Nie zrozumcie mnie źle - dwuwymiarowe tła zupełnie mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie, ale wystarczy spojrzeć chociażby na Myst, aby przekonać się, że można zrobić to dużo lepiej. Na brawa zasługują porozwieszane po ścianach posiadłości obrazy autorstwa Da Vinci oraz mnóstwo jego wynalazków, których będziemy mogli, a nawet musieli, użyć.
Nie ziębi mnie tez, ani tym bardziej grzej oprawa audio. Szur-szur, stuk-puk, trzask, pisk - bez rewelacji, a przy tym przyzwoicie podłożone głosy postaci (w Polsce gra ukazała się w wersji kinowej - z polskimi napisami). No i muzyka, do której przykładam w grach ogromną wagę, a jeśli mi się faktycznie podoba mogę odpalać program dla niej samej. Tym bardziej, że muzyka symfoniczna jest jedną z najchętniej przeze mnie słuchanym. A tutaj, a i owszem, mamy muzykę orkiestralną, ale moim zdaniem dość płytką i nie przykuwającą uwagi. Do dziś nie zapomnę skąpo podawanych utworów w Syberii, które mimo to budowały mistrzowski klimat. Tutaj z muzyką jest co najwyżej dobrze.
Zorientowałem się właśnie, że nie powiedziałem zbyt wielu dobrych słów na temat Sekretów Leonarda Da Vinci i czuję się winny, że narzekam na grę za 15zł :). Mimo wszystko tytuł z czystym sumieniem polecam, zastanawiam się jednak jak go kupicie, skoro Gali nie ma już w kioskach, hehe.