BUDYŃ CORNER
Czy zastanawiałeś się kiedyś czym jest budyń? A może który smakuje najlepiej? Jak przyrządzić go tak, aby był zdrowy i smaczny zarazem? Nie? Tak myślałem. Nic jednak straconego, bowiem dziś, Bóg mi świadkiem, opowiem Wam zarówno o sztuce tworzenia tego przepysznego bywalca domowych stołów, jak i o jego historii. Czymże bowiem byłyby zwycięstwa Aleksandra Wielkiego, gdyby nie skosztował on wcześniej motywującego do walki budyniu, który przygotowała mu małżonka? Zresztą - myślicie, że po co Bush zaatakował Irak? Odkrył tam złoża ropy? Nic bardziej mylnego, budyniu. Innymi słowy witam was w pierwszej odsłonie nowego kącika na łamach Playbacku - Budyń Corner. Zawsze zastanawiające było, dlaczego recenzujemy gry, książki, filmy i sprzęt a zapominamy o czymś takim jak smaczny deser? I choć Loon (niech szczeznie w piekle, zaś jego zwłoki pożerają puddingowi wróżki) nie zgodził się na zmianę profilu zina i pisanie recenzji oraz zapowiedzi nowych budyniów, jakimś cudem udało mi się go wybłagać, aby na łamach naszego pisma internetowego zagościł ten maleńki akcent kierowany w stronę smakoszy. Łyżki w dłoń, panowie i panie!
Zacznijmy od tego, czym właściwie jest ta gęsta, smakowita maź którą wlewamy do gardzieli w ilościach przyprawiających o zawrót głowy. Budyń, to nic innego jak potrawa na bazie mleka i skrobi. Budyń może być przygotowywany zarówno na słodko, jak i na słono. Jest doskonałym deserem (zwłaszcza z dodatkiem soku, lub/i owoców, o biszkoptach nie wspominając!). Nikt chyba nie ma wątpliwości, że życie nie miałoby sensu, gdyby on nie czekał na stole i skomlał do nas za każdym razem, gdy przekroczymy próg domu (a czemu tak głośno miauczał, gdy go jadłem, pojęcia nie mam). Tak - budyń to najlepszy przyjaciel człowieka, to on głosował na Donalda Tuska, przewidując, że jego największy przeciwnik polityczny przez rok od wyborów nie zrobi nic poza wprowadzaniem zamieszania i sianiem zamętu niby Eris. To dzięki niemu nasi chłopcy odnosili sukcesy na drugiej Wojnie Światowej. I to przy budyniu Maria Skłodowska Currie odkrywała kolejne pierwiastki. Zresztą myślicie, że to Górski odpowiada za sukcesy naszych chłopców? Ops, zagalopowałem się…
Na rynku dostępne są zarówno budynie słodkie, które cieszą się większą popularnością (malinowe, waniliowe, wiśniowe), jak i słone (choćby grzybowy). Co to więksi masochiści przyrządzają również budyń na bazie szpinaku (brrr…). Z uwagi na delikatny żołądek mej skromnej osoby, pozwolę sobie budynie - eksperymenty genetyczne pozostawić redakcyjnym o(d)pornym żołądkom i ich opisy, ba, nawet wzmianki, raczej się na łamach kącika nie pojawią. No dobra, ostatni raz, w zaufaniu powiem, że przy odrobinie dobrej woli można przyrządzić, albo i kupić - budyń z kury, a nawet, tu mrugnięcie w stronę dietetyków, budyń sojowy. O budyniu z sera żółtego, czy rakowym (?) lepiej nie mówić.
Nie sposób nie wspomnieć też o puddingu - czyli ciekawym, angielskim deserze, który więcej z budyniem łączy, niż dzieli. Można przygotowywać go na mnóstwo sposobów i, jak mówią co to bardziej doświadczeni kucharze, wcale nie jest to łatwe! Aby przyrządzić ten tradycyjny deser naszych flegmatycznych braci z Wysp, potrzeba cukru, masła, cynamonu, mąki, (dzieci zakryć oczy! Ale już!) brandy, rodzynek, daktyli, bakalii, przypraw, tartej bułki i suszonych owoców. Potrawa dojrzewa kilka miesięcy.
A już w kolejnym odcinku Budyń Corner czekają was recenzje deserów, które znaleźć możecie na sklepowych półkach. Który budyń najlepiej smakuje? Po którym gwarantowane są wzdęcia? Niech Moc was prowadzi, a budyń słodkim zawsze będzie…