Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 07/2006 (Lipiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




  Mateusz 'Papkin' Witczak
Redakcja



Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ

Powiększ





Producent: Revolution
Strona WWW: brokenswordtheangelofdeath.com
Data premiery: wakacje 2006

BROKEN SWORD 4: ANGEL OF DEATH

Słuchajcie, ja wiem, że lead winien zawierać jakieś streszczenie, refleksję, wspominki poprzednich części, ogólną myśl, ale ja nie umiem zapowiedzi czwartego Złamanego Miecza zacząć inaczej, jak tylko przypominając monolog, który szczególnie mnie urzekł w poprzedniku. Otóż część trzecia - mniejsza o to, jaka była - zawierała jeden speech, którego słuchanie jest lepsze niż seks. Ktokolwiek pamięta, jak Nico, o której jeszcze trochę powiem, wbiegając na górkę nieopodal Glastonbury, w deszczu, napotykała na Petrę (straszną zołzę, nawiasem mówiąc) i wyskoczyła z komentarzem: "George, ty idź powstrzymać [wycięte dla dobra tych, którzy w poprzednią część nie grali, a którym zepsułbym ewentualną niespodziankę, co by nie klęli za głośno], ja zajmę się tą suką". Ostrzejsze zdania słyszeliśmy choćby w ubiegłorocznym Still Life, mądrzejsze gdziekolwiek indziej, ale sposób, w jaki słodka Francuzka to wypowiadała… ach… (Zapada w ciemność i mruży oczy z rozkoszy)… Dreszcz na karku i niezdrowy ślinotok gwarantowany. W połączeniu z muzyką i scenerią dało to tak boski efekt, że widziałem tą scenę bodaj z 50 razy i gdyby bohaterkom gier przyznawano Oskary, za tę scenę Nicole zgarnęłaby statuetkę… I nagle okazuje się, iż jest możliwość, że cyniczna piękność może nie zaszczycić swą obecnością "czwórki" (wątpię, co za moment wyjaśnię, ale twórcy pozostają nieugięci), a jej miejsce ma zająć niejaka Anna Maria (skończył jej się kontakt z TVN'em, czy co?). Ta zniewaga krwi wymaga.

Teraz pora na wstęp właściwy. Trzy części, różne stadium uczucia, przez zainteresowanie, miłość i przyjaźń, związek George - Nico przeżywał naprawdę ciekawe chwile. Po pokonaniu Wielkiego Mistrza we Francji i powstrzymaniu Neo-Templariuszy, następnie uratowaniu świata przed uśpionym w lustrze, azteckim bogiem i wreszcie, powstrzymaniu zrodzonego z energii geomancji smoka, para ponownie rozstała się. Los kilku innych postaci jest nam bliżej nieznany, ale biorąc pod uwagę to, jak bardzo panowie z Revolution kochają wielkie come backi, można być pewnym, lub przynajmniej przypuszczać, że przez ekran znów przewinie się Petra, która - tu cytat - "po prostu zniknęła". George nie potrafił rozróżnić zwykłych włosów od prawdziwej peruki? Tudzież Sussaro (leżał nieprzekonująco i niemal pewne, że plackiem całkiem nie padł i nie powitał się z kostuchą), itp., itd.

Ponieważ informacji na temat części czwartej wiele nie ma, skupmy się na tym, co zdołało przeciec z koncernu THQ. Początkowo, gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o sequelu tej słynnej sagi, zadawano sobie pytanie, jak właściwie powinna ona teraz wyglądać. Poprzednik wydany zarówno na X-pudła, jak i komputery osobiste nie przyniósł wielkich zysków, a to daje do myślenia mądrym głowom. I tak pojawił się pomysł powrotu do korzeni i kombinacji dwuwymiarowych, ręcznie rysowane teł z interfejsem typu point & click (wiwaty). Z drugiej strony może wciąż dobrym pomysłem byłoby poeksperymentowanie ze zręcznościowym modelem sterowania i zagadkami typu przesuwanie skrzyń (brrrr… Moje osobiste wiwaty, reszta gwiżdże i rzuca pomidory)? Gdyby jeszcze zagadki stały na wysokim poziomie… W końcu stanęło na kompromisie. Jest więc grafika 3D, a że gra przygotowywana jest wyłącznie z myślą o piecach, można być spokojnym o wysoką jakość. Konserwatyści będą mogli wybrać sterowanie za pomocą myszy, ale nie pominięto również rewolucjonistów. Mi osobiście oba systemy do gustu przypadły, choć trzeba przyznać, że ten z części trzeciej, mimo licznych wad, przysparzał jednak nieco więcej przyjemności. Napięcie budowały sekwencje zręcznościowe, choć niestety najmniejszy błąd kierował nas do początku sceny i ponownie musieliśmy (bo wyłączyć ich nie sposób) oglądać cut-scenki, które mimo że ładne, mogły za którymś razem znużyć.

Chrrr… O czym to ja? Tym razem George Stobbart długo nie mógł wyjść na prostą i znaleźć dobrego zajęcia. Z nudów niejako został… prywatnym detektywem. Dni mijały, a on zapewne wciąż gniłby w jakimś gnuśnym domostwie poszukując zaginionych kotów i domniemanych kochanek przykładnych mężów, gdyby nie piękność, która zapukała do jego drzwi i z którą przyjdzie mu przeżyć kolejną przygodę. Z tej strony apel do Revolution - chcemy Nico i potyczek słownych. Wszak para słynęła z ciętego języka i chłodnej ironii, wylewającej się podczas rozgrywki wiadrami. Wróćmy jednak do tematu. Georgie i Anne-Marie staną przed kolejną legendą, a więc Aniołem Śmierci. Fabuła trzymana jest w ścisłej tajemnicy, ale można spodziewać się tego, co tygrysy lubią najbardziej, a więc spisków, morderstw, złych ludzi, tępych osiłków i ciekawych miejscówek. A wszystkie te ekscesy bez ani kropli krwi, bo przecież nasz duet opiera swą działalność na pracy koncepcyjnej.

Pewne jest, że odwiedzimy wraz z nim kilka znanych nam już lokacji, a więc ponownie zajrzymy do Francji i parku nieopodal mieszkania Nico (dlatego twierdzę, że jednak dziennikarka się pojawi. Zwiastun nie kłamie…), czy Pragi (choć tu nie jestem pewien, bo sam film nie pokazywał tego dość wyraźnie). Oprócz tego zwiedzimy i inne zakątki kuli ziemskiej, ale o nich na razie cicho-sza. Duży nacisk Revolution kładzie na zagadki, które mają być ukłonem w stronę pierwszych części sagi i dobrze, bo trójka była jednak odrobinkę za łatwa. Znów przyjdzie nam też współpracować z partnerem/partnerką, zależnie od tego, kim akurat kierujemy, bo niektóre łamigłówki wymagają naprawdę ścisłej kooperacji. Co najbardziej niepokojące, nie można mieć pewności, czy znów nie pojawi się Wielki Mistrz. Skąd to przypuszczenie? Prezentowany na E3 trailer pokazywał zakapturzoną postać mknącą alejkami Paryża. Przez całą trylogię tylko on się tak nosił. Z drugiej strony jego śmierć wyglądała dość przekonująco…

Jednego można być pewnym - rozgrywce będzie towarzyszył ten sam dobry humor i fabuła rodem z kolejnego Indiany Jonesa. Reszta stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nowa, główna bohaterka, dwa sposoby sterowania… Czas pokaże i to już w lecie, czy rewolucje Revolution wpłyną na grę w sposób pozytywny, czy może będziemy wyć do księżyca i bawić się laleczkami voodoo, sypiąc litanię przekleństw na cześć programistów.





































































PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja