Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 06/2006 (Czerwiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




  Patryk 'Spekkio' Zasępa
Redakcja









V JAK VENDETTA


Przez ostatnie miesiące w Hollywood zdecydowanie zwolniono z bezpamiętnym ekranizowaniem kolejnych gości z komiksowych kart. Nie są to jednak wybitne obrazy, a jedyny sukces jaki osiągnęły jest czysto komercyjny (vide Spiderman 2). Jedyna ekranizacja komiksu, w jakiej utkwiono artyzm jest Frank's Miller Sin City. Przede wszystkim dołożono ogromnych starań, aby obraz wyglądał idealnie tak, jak w komiksowych kadrach, a obok Roberta Rodrigueza w reżyserię zaangażowany był też sam Frank Miller. Na liście 250 najlepszych filmów (wg imdb.com) Sin City zajmuje wysokie, bo 60 miejsce.

Obrazek


Dokładnie 120 miejsc dalej spoczywa kolejna ekranizacja komiksu. Miejsce to jest niebotycznie wysokie z uwagi na fakt, że film miał premierę niespełna miesiąc temu. Scenariusz do niego napisali na podstawie komiksu Alana Moore'a i Davida Lloyd'a bracia Andy ent Larry Wachowscy, czyli twórcy Matrixa. I teraz się uczciwie musze przyznać, że o komiksie pierwszy raz w życiu słyszę, nie próbowałem go też czytać na potrzeby poniższego artykułu. Petycje o zwolnienie mnie ze stanowiska do Loona. Niemniej jednak sądzę, że recenzja spod pióra mojej osoby będzie dużo cenniejsza dla potencjalnych widzów, bo założę się, że więcej niż połowa z nich również komiksu nie czytała.

Skupmy się jednak na filmie bardziej konkretnie, bowiem po raz pierwszy chyba od czasów wspominanego dwa akapity wyżej Sin City mamy do czynienia z bohaterem, który nie nosi obcisłych gaci w jaskrawych kolorach, nie posiada supermocy ani nawet nie używa broni palnej i na koniec, nie walczy ze zbirami na ulicach! No może jeden raz, na początku filmu, ale o tym później. Nasz hero nazywa się po prostu V, a jego jedynym celem jest obalenie totalitaryzmu, jaki panuje w fikcyjnej rzeczywistości Wielkiej Brytanii, przedstawionej w filmie. Poznajemy go w chwili, gdy ratuje z rąk "służb porządkowych" Evey, graną przez słodziutką Natalie Portman. Z tej okazji zaprasza ją też na show, jakim jest wysadzenie budynku sądu. W tej właśnie chwili, dokładnie piątego listopada, V rozpoczyna realizację swego planu. Aby do końca rozbudzić maksymalnie wypaczoną świadomość narodową przemawia do nich oficjalnie na antenie telewizji, po czym oficjalnie zostaje uznany za terrorystę, a rządowe popychadła szybciutko fabrykują nagranie, na który terrorysta rzekomo ginie. Tak jednak myśleć ma naród, bo do wytropienia V powołany zostaje niejaki Finch.

Obrazek


Możecie tego nie wiedzieć, ale 5 listopada jest datą historyczną. Film rozpoczyna się bezpośrednio w 1605 roku 5 listopada, kiedy to Guy Fawkes, spiskowiec planujący zabić króla Jakuba I, który swe rządy opierał na terroru. Cel chciał osiągnąć terrorystycznym zamachem, wysadzając budynek Parlamentu. To właśnie w nocy z 4 na 5 listopada Fawkes został przyłapany w podziemiach Parlamentu z 36 beczkami prochu (2,5 tony!). Za sprawą tortur Fawkes wydał innych spiskowców, których, od niego zaczynając, powieszono. Z racji przyświecających bohaterowi V jak Vendetta idei, to właśnie maską Guya Fawkesa zasłania on twarz. Rozpoczynając swój wielki plan od wysadzenia budynku sądu dnia 5 listopada, V chce zakończyć dokładnie za rok o tej samej porze, czyniąc to, co nie udało się Fawkesowi, czyli wysadzając gmach Parlamentu.

V jako bohater w masce sprawia niezwykłe wrażenie. Przede wszystkim jest bardzo charyzmatyczny. Pierwsze słowa jakie wypowiada sprawiają, że widz nabiera do niego niezwykłego stosunku - V mówi poetycko i uczuciowo. Jego dom, a raczej kryjówka to prawdziwe muzeum - rzeźby, obrazy, dzieła kinematografii oraz dawne utwory muzyczne. Wszystko to, czego zakazują panujące rządy, ingerujące we wszystkie dziedziny życia ludzi. Sama Evey jest gwoździem programu w całej historii, bowiem wzbudza w V uczucia, jakich wcześniej nie znał, pomimo swej wrażliwości.

Odmienność historii V, jako komiksowego bohatera polega przede wszystkim na tym, że nie musimy oglądać kolejnych efektownych wybuchów i wygibasów bohatera, kiedy robi porządek w mieście. V poświęca się tylko jednej jedynej sprawie - obalenia panującego reżimu, po drodze zabijając kilka istotnych osobowości, co jak się okazuje ma też swoje osobiste przyczyny. Po raz pierwszy od bardzo dawna oglądałem obraz nieskomplikowany i efektowny, a jednocześnie ciekawy i nieprzesłodzony efektami specjalnymi, co w moim osobistym rankingu stawia braci Wachowskich półkę wyżej jako scenarzystów. Poza tym, z tego co widziałem, w tym filmie również starano się dokładnie odwzorować to, co znajduje się na kartach komiksu.

Obrazek


Nie chcę za wiele mówić o totalitaryzmie. Dla mnie, jako młodego nastoletniego widza wydaje się on być przekonujący. Wszechobecne zaszczucie ze strony władz, brak jakiejkolwiek swobody i prześladowanie ludzkiej prywatności. Widać też inspiracje czerpane z książki George'a Orwella "Rok 1984". Założę się jednak o porządnego hot-doga, że starsi widzowie będą mieć zastrzeżenia, zwłaszcza, że Anglia pojęcia nie ma czym jest prawdziwy totalitaryzm.

I na koniec obsada... Jako V mamy Hugo Weavinga (Agent Smith z Matrixów czy Elrond z Władcy Pierścieni), który równie dobrze mógłby się okazać Kaczorem Donaldem, bowiem ani na sekundę nie ściąga maski. Główna rola - Evey grana jest przez Natalie Portman. Kolejne postacie to tropiący V Finch i jego wspólnik Dominic - Stephen Rea (Finch) oraz Rupert Graves (Dominic), a także dyktator, tutaj nazywany Kanclerzem, w którego rolę wcielił się John Hurt.

Film mogę z czystym sumieniem polecić chyba każdemu, pod warunkiem, że po Matrixie i nazwiskiem Wachowski w ekipie nie jest nastawiony na efekciatstwo. Zawsze twierdziłem, że to widz powinien dostosować się do filmu, a nie odwrotnie. Jedna z lepszych ekranizacji komiksu.








PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja