POWIETRZNE OKRĘTY
Książki są do czytania i chyba nikt tego nie będzie podważał. Jednak ja wychodzę z założenia, iż książka ma mnie dodatkowo bawić, być czynnikiem kojącym moje postrzępione nerwy po ciężkim dniu. Dlatego musi się dobrze czytać. Nie ważne czy jest to kryminał, komedia, horror, powieść historyczna, czy nawet dokument w czystej postaci. Dzieło każdego gatunku powinno być pochłaniane niczym najlepszy smakołyk. Powinno... Lecz życie pokazuje, iż nie zawsze musi tak być. Przykładem na to może być omawiana tutaj lektura.
Wydawnictwo MAG bardzo sobie cenię, ponieważ dotychczas każda przeczytana pozycja było warta polecenia. Jednak widać, że każdy popełnia błędy. Jedynie dziwi mnie to, że ktokolwiek zza nasza granicą postanowił powieść pani Marthy Wells postanowił opublikować. Czyżby cenione powszechnie znajomości?
Może ja jestem wybredną osobą, może nie powinienem się uważać za wielbiciela sf i fantasy... Ale jeżeli mam być szczery Powietrzne Okręty pomimo wielu tygodni starań (pierwszy raz tak długo dawałem szansę książce) w żadnym wypadku nie przypadły mi do gustu. Co prawda nie każdy tytuł potrafi nas zauroczyć od pierwszej strony, jednak w tym wypadku, jeszcze w połowie tego tomu męczyłem się połykając kolejne stronice. A to już było lekką przesadą. Ostatni raz byłem taki naiwny, że może jednak jeszcze coś się rozkręci.
W tej części recenzji powinienem przytoczyć, co dane mi było wyczytać. Jednak po raz pierwszy muszę stwierdzić z bólem serca, iż nie jestem w stanie tego poczynić. Niby takie podejście recenzenta do sprawy wydaje się śmieszne, ale cóż mam na to poradzić, skoro czytając jedno zdanie nie pamiętałem już, o co chodziło kilka linijek wcześniej. I nie jest to wynik mojej słabej koncentracji, lecz dosyć kiepskiej umiejętności przelewania słów na papier u delikwentki biorącej grube pieniądze za sprzedaż jej wypocin.
Ale żeby nie było, że pominąłem ten fragment mojej wypowiedzi, przytoczę opis książki z jej okładki.
Kranina Ile-Rien, pomimo braterskiej walki z przeważającymi siłami wroga, upadła pod naporem Gardier - pozbawionej twarzy armii magów, która za wszelką cenę dąży do podboju całej cywilizacji.
Chcąc ocalić resztki swojego kraju, była dramatopisarka Tremaine Valiarde podejmuje długą podróż, by powstrzymać Gardier. Ratuje od zniszczenia wspaniały okręt "Królowa Rawenna", po czym wraz z grupą czarodziejów i wojowników płynie przez magiczne morza. Po drodze napotyka wiele niebezpieczeństw i dokonuje licznych odkryć, gdyż tajemnica, która pozwoli pokonać wrogów - i uratować świat od bezgranicznej nienawiści Gardzier - leży daleko poza granicami świata. Tylko wątłe nici przyjaźni i honoru pozwolą grupie przetrwać próbę.
Gardier to jednak nie jedyne zło w tym pełnym zamętu świecie. Pradawna groza czai się sie w pysznych komnatach i na mrocznych pokładach "Królowej Rawenny" - siła tak złowroga i tajemnicza, że nawet coraz większą moc magicznej kuli może uratować Ile-Rien od nieodwracalnej klęski.
Czy naprawdę Powietrzne okręty są takie złe? Niestety bardzo ciężko jest się doszukać jakichś recenzji i niestety nie dane mi było porównać mojej oceny z innymi. Zresztą jak by książka była dobra, to tak na chłopski rozum, chyba jej recenzje byłyby wszędzie.
Żeby nie było, że jestem okropny i umiem tylko krytykować to może jakieś plusy wymienię.
Hm... Trudne to jest zadanie, ale może jednak na plus zaliczmy w miarę porządne wydanie. Ładną okładkę, fajny papier? Może zakończę to wyliczanie, bo zaczynam bredzić. W każdym razie cena, nawet po zniżce jest zbyt wysoka, aby zakup się opłacał. Jeżeli masz możliwość pożyczenia, to możesz spróbować, jednak w przeciwnym wypadku lepiej sobie odpuść.
Jeśli ktoś nie zgadza się z moją opinią, proszę aby się nie bulwersował, albowiem przedstawiłem tutaj tylko moje zdanie. W każdym innym wypadku pamiętaj! Ostrzegałem...