Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 06/2006 (Czerwiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




  Patryk 'Spekkio' Zasępa
Redakcja









PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ SERIO: GRY - TANIA PODNIETA DLA MEDIÓW


Czy gra z odpychającą grafiką może wzbudzić sensację? Czy gra, której prostota zarówno wykonania jak i interfejsu ograniczona jest do absolutnego minimum może wciągnąć na długie godziny, do tego stopnia, że gracz praktycznie wyłącza się ze świata realnego i pozostaje pochłonięty przez program bez reszty? I czy zwykły gracz może na tym cokolwiek zarobić? Okazuje się, że na wszystkie powyższe pytania można odpowiedzieć "tak", mając na uwadze aferę, jaką wzbudziła wśród mediów Tibia.

Zupełnie nie rozumiem fenomenu Tibii. Mając za sobą kilka krótkich sesji z grami MMORPG, a mając "hopla" na punkcie dwuwymiaru - zarówno na ekranie monitora, jak i na tym srebrnym - sięgnąłem po Tibię, grę, którą zachwalają nałogowi MMOeRPeGowcy. Słowa krytyki widywałem na tyle rzadko, że nawet ich nie spamiętywałem. Po pierwszym odpaleniu tej gry miałem lekkie problemy z orientacją co czym jest na ekranie. Kamera ustawiona jest pod jakimś nieprawdopodobnym kątem - niby rzut izometryczny, ale jednak centralnie z góry, co wprawiło mnie w kłopoty z ustaleniem gdzie jest głowa, a gdzie nogi wykreowanego przeze mnie bohatera. Po godzinie grania permanentnie wywaliłem z twardziela. I tu pojawia się moje pytanie dlaczego taki bękart zyskał sobie taką popularność?

Dziś afera jaka rozgorzała przez krótki, jak to w mediach, moment wokół tejże gry tyczyła się pewnego gimnazjalisty z Wrocławia, który grał w Tibię w kafejce internetowej, skąd często nie wracał na noc do domu. Matka chcąc utrzymać chłopaka w domu kupiła mu komputer i od tej pory chłopak grał na osobistym pececie. Problem w tym, że grał całymi dniami i nocami (dosłownie!), praktycznie nie odchodząc od ekranu, zaniedbując szkołę, siebie i właściwie wszystko dookoła. Gra w Tbię pochłonęła go do tego stopnia, że ponoć nie jadł nie pił i nie załatwiał innych fizjologicznych potrzeb. Gdy mama gimnazjalisty wyłączyła komputer oberwała od dzieciaka krzesłem. Po całym zdarzeniu straż miejska zrobiła rozeznanie w szkołach, z którego wniosek był straszny - inne dzieciaki też grają w Tbię! I to masowo, stało się to zjawiskiem niemal społecznym, dlatego na miejsce przyjechała TVP3 i urządziła program: "Gry uzależniają i są złe".

Pominę tutaj fakt, że reporter pewnie nie miał styczności z grami komputerowymi. Poziom adrenaliny podniósł mi się, gdy facet zapytał babkę zdrowo po sześćdziesiątce (i jeśli dobrze pamiętam to jej czerep przyozdabiał moherowy beret), czy jej syn albo wnuk gra na komputerze. Czy widzicie w tym jakiś sens? Kręcąc filmy dokumentalne o ćpunach, chuliganach, slumsach można usłyszeć opinie byłych ćpunów czy byłych chuliganów, a o gry komputerowe pyta się kobietę, która wie o nich tyle, że istnieją. Kobietę, która nie ma pojęcia, jak czysta przyjemność płynie z multimedialnej rozrywki. Może skłaniać do refleksji fakt, że w grze komputerowej ową "czystą przyjemnością" jest zabijanie innych ludzi, kiedy w prawdziwym życiu nie bylibyśmy do tego zdolni, ale jeśli i w tym wypadku mam wysłuchiwać opinii jakiegoś psychologa, który również nie miał styczności z grami, to podziękuję - mogę żyć i bez tej wiedzy.

Czy to nie mama bachora jest winna temu, co się stało? Zamiast uczciwie stwierdzić, że faktycznie tak było, media wolą robić nagonkę - chwytają temat i smarują póki nie ostygnie, a jak ostygnie to będzie następny. "Naćpany szesnastolatek zaatakował nożem kolegów". Jak to? To rodzice nic nie widzieli? "Pijany piętnastolatek zabrał samochód i spowodował śmiertelny wypadek". To musi być wina złego wychowania. "Nałogowy gracz pobił krzesłem rodzicielkę". W grach komputerowych jest przemoc! To one są wszystkiemu winne! Dlaczego w mediach obowiązuje tylko ten kierunek myślenia? Niby w programie TVP3 pytano rodziców, co oni na to, ale jakoś z niezbyt silnym akcentem. Bo to chyba wina rodzicielki tego gimnazjalisty, że dopuściła do takiego stanu rzeczy? To dość niesamowite, aby z dzieciaka nagle wyszedł potwór - to się musiało ciągnąć od miesięcy, a nawet lat. Zresztą, według tego, co mówią dziennikarze, chłopak powtarzał przez ową Tibię klasę, więc to powinno dać jego mamie do myślenia, nieprawdaż? Nie wyobrażam sobie sytuacji w domu, gdzie nastoletni chłopak nie odchodzi od komputera i pozostaje to bez reakcji ze strony opiekunów, albo sytuacji, gdzie rodzice nie potrafią przemówić mu do rozsądku w odpowiedni sposób. Gdyby działo się coś takiego u mnie w domu, moja mama pewnie powiedziała o co chodzi kilku wujkom, a oni już przywróciliby mnie do porządku.

W programie TVP3 wypowiadała się tylko jedna osoba mająca jakieś pojęcie o grach, mianowicie redaktor naczelny magazynu Click!, Tymon Smektała, za co Bogu dziękuję, bo wypowiedział swoją opinię na ten temat bardzo rzeczowo, a poza tym powiedział jedno bardzo ważne zdanie, stwierdzające ni mniej ni więcej tylko tyle, aby grami w Polsce zajął się ktoś wreszcie na poważnie, a nie na zasadzie taniej sensacji. Pewnie długo poczekamy na taki cud, więc cała nadzieja leży w nas - młodym pokoleniu wychowanym na grach komputerowych! I mam nadzieję, że dzięki nam zmienią się poglądy na gry w Polsce, nie zwracając nawet uwagi na to, że w rządzie wciąż będzie siedział ten sam Lepper czy Bracia.

Jak wspomniałem w pierwszym akapicie na Tibii można też zarobić. Trzeba być chyba zdrowo postrzelonym, aby grać dla zysków, ale faktem jest, że na aukcjach internetowych spotyka się postacie z Tibii, które sprzedawane są za kilka do kilkuset złotych, a w skrajnych przypadkach nawet do kilku tysięcy. Nie wyobrażam sobie grania dla zysku, równie źle wychodzą na tym hodowcy zwierząt, którzy zaplanowali sobie zyski kosztem trzymanej w klatkach, terrariach i akwariach fauny. Faktem jest, że może to motywować do ciągłego grania, ale dla nas, Prawdziwych Graczy, nigdy nie będzie to zrozumiałe. Równie niezrozumiałe są dla nas te historie o ludziach, którzy zabijają się i czynią sobie krzywdę nawzajem za pieniądze czy przedmioty z wirtualnego świata MMORPG'ów. Trzeba mieć coś nie w porządku pod dekielkiem, żeby dopuścić się do takich czynów. Niestety nie mamy wpływu na to, czy ktoś ma troszkę nierówno pod sufitem i gra na swoim pececie, a potem morduje. Winne są gry, a nie skłonności winowajcy. Jeszcze trochę i policja zmuszona będzie sprawdzać, czy przestępcy grają w gry komputerowe, a jeśli tak, to z pewnością one będą wszystkiemu winne.

Telewizja propaguje taką samą przemoc jak gry komputerowe, z tą różnicą, że przy pececie możemy brać czynny w niej udział. Każdy dzieciak chciał spuszczać manto przestępcom jak Van Damme albo mieć muskuły jak Stallone i bić każdego, kto odważy się podskoczyć. W grze komputerowej możemy być Van Dammem i w walce na noże zabić tego złego, nie mając krwi na rękach. Ba, możemy być nawet tym złym! Możemy odrąbać przypadkowemu przechodniowi głowę łopatą, a jeszcze wcześniej pociąć mu twarz szkłem albo zmasakrować młotkiem i jeszcze się na niego odlać. Ale jeśli przez wzgląd na wiek nie jest to dla mnie stosowne, to tata powinien chyba zabrać mi grę, cały czas zresztą mając baczność na to w co gram. Zresztą, i tak ciężko wyobrazić mi sobie taką sytuację w rzeczywistości, dlatego że chłopak grał w podobne gry od dziesiątego roku życia. Po raz kolejny mówię, że trzeba mieć troszkę poprzestawiane w móżdżku.

W zasadzie mogę już kończyć, bo raczej nie warto drążyć tego tematu. Łowcy tanich sensacji zawsze znajdą powód by się przyczepić i robić o tym program. A ja spokojnie poczekam na czasy, gdy każdy dziennikarz będzie wiedział na czym polega fenomen komputerowej rozrywki... Jeśli nadejdą.

Na koniec współczuję Prawdziwym Graczom, których rodzice oglądają podobne bzdety w telewizji, a potem wchodzą do pokoju z zamiarem poważnej rozmowy na temat komputera. Współczuję wnuczkom zdewociałych babć, które przez długi czas po takich programach potrafią zatruwać życie Prawdziwych Graczy , nawet jeśli grzecznie chodzą do kościoła i dają na tacę. Współczuję...








PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja