Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 06/2006 (Czerwiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




   'Lion'
Redakcja







Gatunek: TPS Wydawca: Cenega (wcześniej Play-it) Producent: Remedy Strona www: http://www.rockstargames.com/maxpayne/main.html Rok wydania: 2001 Wymagania sprzętowe: Procesor taktowany 450 MHz, 96 MB pamięci RAM, akcelerator 3D z 16 MB pamięci, DirectX 8, Windows 95/98/Me/2000 (na XP działa poprawnie dopiero po instalacji patcha)

Nikt nie przeżył. Ostatni wystrzał byl jak wykrzyknik, który podsumował wszystko, co doprowadziło mnie aż tutaj. Zdjąłem palec ze spustu i tak to się skończyło.

Ale może zacznijmy od początku. Nazywam się Max Payne. Tak, wiem, już mi ktoś mówił, że mam fajne nazwisko, chwilę potem zresztą przerażony zginął od moich kul. Mój dramat zaczął się 3 lata temu, kiedy jeszcze pracowałem w NYPD. Byłem szczęśliwy. Miałem piękną żonę, wspaniałą córeczkę i zaufanego przyjaciela Alexa Baldera z wydziału narkotyków, z którym co czwartek pogrywaliśmy w pokera. Lecz los szykował dla mnie niemiłą niespodziankę. Pewnego wieczoru, tego samego, kiedy Alex zaproponował mi pracę w DEA, agencji ds. narkotyków, wróciłem do domu i zastałem zbirów naćpanych nieznanym wówczas narkotykiem - Valkirią. Valkiria była specyfikiem, który wyzwalał w człowieku najgorsze instynkty, posuwał go do zbrodni, których prawdopodnie z zimną krwią by się nigdy nie podjął. Do dziś pamiętam stygnące ciało mojej Michelle, która broniąc dziecka przed sprawcami sama padła ich ofiarą. Pamiętam też... przewróconą kołyskę... Po pogrzebie mojej rodziny powiedziałem Alexowi, że przechodze do DEA. Przez 3 długie lata pracowaliśmy z Alexem i BB nad sprawą Valkirii. Razem jako tajniacy rozpracowywaliśmy najgorszą mafię w Nowym Yorku od środka, a kiedy już zwątpiłem w to, że kiedykolwiek uda mi się zakonczyć tą sprawę dzięki wiadomości od BB znów złapałem trop. Przez jedną noc wydarzyło się więcej, niż przez te 3 lata. Śmierć Alexa. Zdrada BB. Zemsta na zabójcach mojej żony. Wewnętrzny Krąg. Niczego nie żałuję. Zrobiłem tylko to, co musiałem, przy okazji pełniąc swoje obowiązki jako glina.

Obrazek


Byłem tak zdesperowany, że tabuny oprychów stojące mi na drodze
prawdy i odwetu nie były w stanie mnie powstrzymać. Byłem jak ninja obdarzony mocą kung-fu, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. Nie wiem jak to nazwać, ale w momentach największej wściekłości i zdesperowania byłem zdolny spowolnić czas, dzięki czemu uzyskiwałem nietypową przewagę nad moimi przeciwnikami, a ci nie wiedząc co się dzieje dawali się wybić jak kaczki. To mój firmowy atut, coś bez czego moja zemsta nie mogła by się dokonać. Bullet Time... Im wiecej wrogów posłałem do piachu, tym częściej mogłem użyć spowolnienia, a że ci walili drzwiami i oknami zawsze byłem zdolny wyzwolić tą niszczącą moc, by uśmiercić następnych. Prując nieustannie do przodu powoli dochodziłem do zakończenia mojej sprawy. Przemierzyłem brudne dzielnice Nowego Yorku podczas największej śnieżycy stulecia, oczyściłem domy mafijne z pomiotów rodziny Punchinello, pozbyłem się samego ojca chrzestnego zwiedzając jego willę na przedmieściach, odwiedziłem doki (pełno tam szczurów i brudnej wody, no i oczywiście mafiozów). Ach, gdzie ja nie byłem! Mafijne hotele, "pralnie"prowadzone przez mafijnych lichwiarzy i budynek korporacji Aesir Corporation, w którym zabiłem królową podziemia i dokonałem zemsty. Mógłbym jeszcze chwilę wymieniać lokacje jakie przemierzyłem, a wszystkie miały swój niepowtarzalny klimat, jakiego dotąd nie uświadczyłem. Wszystkie jakby żywcem wyjęte z dobrego kryminału. Bałem się, ale jednocześnie z podniecenia buzowała we mnie krew. Jak już mówiłem - jestem mordercą. W mieście z piosenki Franka Sinatry nikt nie był święty i ja nie byłem tu wyjątkiem. Zabiłem setki ludzi. Pytacie jak to zrobiłem... Otóż oprócz wiernej beretty zawsze schowanej pod płaszczem i gotowej do ataku korzystałem także z wielu innych broni, często bardzo wyszukanej. Już na początku w moje łapki wpadł potężny Desert Eagle. Zbir, który go upuścił nie był już w stanie go użyć. Broń ta jest nieco powolna i ma taki odrzut, że nieumiejętnie z niej strzelając można uszkodzić staw w łokciu, ale po góra dwóch strzałach padnie każdy twardziel. Niedługo później natrafiłem na bandytę ze śrutówką. Jak wiadomo nie ma lepszej broni w starciach na krótki dystans niż solidna strzelba i to się akuratnie sprawdziło. Gdy już myślałem, że taki skromny, acz skuteczny arsenał posłuży mi do końca mojej przygody, natrafiłem przypadkiem na pistolecik z taką śmieszną długą kolbą. Był to Ingram. Nie ma - powtarzam: nie ma broni, która z taką szybkością wypluwała ołowiane kuleczki niż ta odmiana UZI. Broń ta posłużyła mi już do końca, choć na stanie miałem też strzelbę Jackhammer, karabinek M4 i snajperkę. A propos snajperki. Po wystrzeleniu z niej nagle czas zwalnia a kamera, która dotąd podążała za mną (TPP) leci za pociskiem, póki ten nie dojdzie celu. Ach, co za bajery...

Choć moja zemsta dopełniła się jednej zimowej nocy, miałem czas, by nacieszyć oko. Gładkie tektury ścian o wysokiej rozdzielczości aż szczypały po oczach swą ostrością, podobnie jak szczegółowość modeli. Każda broń, którą miałem okazję potrzymać została pieczałowicie wykończona, piękne okrągklutkie nacięcia na lufie i wzorek na kolbie - ach! odtworzyłbym go z pamięci nawet obudzony w środku nocy z kolejnego dręczącego mnie koszmaru. Momentami wydawało mi się, że twarze moich wrogów zastygnięte w bólu są jakby nazbyt kanciaste. Ech, to pewnie przez to, że dawno nie widziałem słońca, a przy życiu trzymały mnie tygodniowe pączki. Bleh, co za syf... Słońca... nie widziałem go od dawna, fakt. Ciągle pracowałem na nocnej zmienie. Często robiłem sobie krótkie przerwy, by popatrzeć w gwieździste niebo i pooglądać spadający śnieg. A spadał on z taką gracją i tak przekonująco, że nie mogłem się nadziwić. Kiedy już było go wszędzie pełno mogłem na nim zobaczyć każdy ślad moich butów i zdziwiłem się, bo nigdy dotąd, a mamy rok 2001 nie spotkałem się z taką szczegółowścią.Tfu - co ja bredzę. To wszystko przez te pączki. Ale pączki z pewnością nie są winne temu, że gdy już zapadłem w sen nękały mnie koszmary. Wówczas oblegały mnie cienie, szare i markotne a korytarz po którym kroczyłem nieustannie się wydłużał i skracał. Bez przerwy towarzyszył mi płacz dziecka, a gdy się już obudziłem leżałem w kałuży własnych wymiocin. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do broni. Każda brzmiała inaczej i była w tym bardzo przekonująca, tak samo jak budująca klimat muzyczka dziwnym trafem towarzysząca mi podczas mojej krucjaty. Niee, tego już za wiele...

Obrazek


Cicho! Chyba słyszę helikopter. Tak, to oni - duzi chłopcy przybyli z odsieczą. Ale nie szkodzi, bowiem powiedziałem wam już wszystko. Życzcie mi szczęścia i pamiętajcie o mnie.


Głosy gliniarzy wydawały sie odległe i przytłumione.
-stać!
-nie ruszać się!
-ręce za głowę!
-aleśmy z tobą mieli... Zabierzcie go na komendę!


Wycie policyjnych syren zgrało się z ujadaniem wiatru, a gdy już odjechali noc trwała dalej. Cicha i spokojna jak nigdy.








  OCENA
  Grywalność: 9   Grafika: 9   Dźwięk: 8+           9

- niezła grafika
- ciekawa fabuła
- genialny dźwięk
- dużo realistycznych broni
- bullet time
- można się zrelaksować

- krótki czas gry
PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja