Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 06/2006 (Czerwiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




  Ashton '' Briggs
Redakcja









ADRIAN GREEN


Prolog

Gubernator hiszpańskiego miasteczka Festa, Antonio Vasquez, poruszył się nerwowo w fotelu. Lada chwila w jego gabinecie miał się pojawić długo oczekiwany gość, od którego może zależeć bardzo wiele. Mianowicie Vasquez jakiś czasu temu ogłosił listę marynarzy, którzy wezmą udział w chyba najważniejszej wyprawie kilku ostatnich miesięcy. Niedawno doszło do historycznej transakcji, dokonanej pomiędzy angielskimi koloniami na Karaibach, a hiszpańskimi, dzięki której Anglicy mieli się bardzo wzbogacić, a Hiszpanie zdobyć brakujące surowce. Ludzie doszukiwali się w tym wszystkich haczyków, bo Anglicy z Hiszpanami jak dotąd nie utrzymywali przyjaznych stosunków - a tu nagle tak wyraźne porozumienie. Statek z materiałami dla Hiszpanii dotarł do Festy już tydzień temu. Ostatnim aktem, miał być przewóz całego złota do angielskiego portu Highrock - to właśnie skład na tą wyprawę wzbudził tyle kontrowersji i właśnie o tym Vasquez miał dziś rozmawiać z Danielem Carreno, sekretarzem w Feście, który właśnie stanął w drzwiach, przerywając rozmyślania Vasqueza.
Carreno podszedł do biurka Vasqueza, przywitał się, stwarzając pozory serdeczności, po czym usiadł na wskazanym fotelu.
- Witam, Antonio - odezwał się Carreno - Zapewne nie trudne było domyślenie się celu mojej wizyty... - przerwał na chwilę, popatrzył na Vasqueza i kontynuował - Tak więc, drogi Antonio, bardzo mnie zmartwiła twoja informacja na temat bliższych szczegółów wyprawy kończącej sprawę z Anglikami. Co najwyżej mogę się domyślać, dlaczego wybrałeś tak nieodpowiednich ludzi…
- Proszę cię, Danielu - przerwał ostro Vasquez - o nie krytykowanie marynarzy, którzy zostali wybrani do tego zadania.
- Nie wątpię, że mogą wywiązać się znakomicie. Jednak… no sam pomyśl, Antonio! To jest jeszcze nasze złoto! Czy nie lepiej, by do Highrock popłynęli nasi ludzie?
- Powtórzę ci jeszcze raz to, co było wyraźnie napisane w listach. Kapitanem tej wyprawy został wybrany Jonathan Green, marynarz angielskiej floty wojennej, jeden z najbardziej zasłużonych i w pełni uczciwych ludzi, którzy pływali po tych morzach. Nie widzę żadnej przeszkody w tym, że jest Anglikiem.
- Póki odbioru tego złota nie pokwituje gubernator Highrock, należy ono do Hiszpanii. To jest mnóstwo pieniędzy, do stokroć! I ty wsadzasz je na pokład sługusowi angielskiego króla! Czy to jest na pewno bezpieczne, Antonio?!
- Mam pełne zaufanie do Greena, jeżeli o to ci chodzi - powiedział wolno i wyraźnie gubernator.
- Antonio, czy ty naprawdę jesteś tak ślepy? Życie cię nie nauczyło jeszcze, że nikomu nie można ufać? - Nawet jeśli Green jest taki porządny i chciałby dostarczyć to złoto do Highrock, to przecież może mieć jeszcze rozkazy od króla!
- Popłynie z nim zupełnie gdzie indziej, później przepadnie bez wieści, po kryjomu oddając wszystko królowi, a następnie Anglia będzie się domagała rzekomo zaginionego złota! I jeżeli tak to się potoczy, to nie wątpię, że dojdzie do starć, bo raczej surowców Anglii nie oddamy.
- Daniel, Daniel… - powiedział znudzonym tonem Vasquez - Ty wszędzie wietrzysz spisek. Rozumiem, że to wina tych wszystkich wypraw z piratami… - Carreno rzucił na niego wściekłe spojrzenie - ale ta transakcja się uda. Musi się udać. Anglia obdarzyła nas zaufaniem nie żądając wpierw zapłaty.
- Bo król wiedział jak wysoko stoi u ciebie Green! I wiedział, że będzie szansa do zrobienia przekrętu stulecia. - Carreno wstał zdenerwowany i oparł ręce na biurku - Ja dobrze wiem, czemu tak bardzo ci zależy na tym, żeby to Green popłynął z naszym złotem!
- Jestem bardzo ciekaw… - odpowiedział Vasquez, nadal siedząc i przyglądając się z rozbawieniem swojemu rozmówcy.
- Otóż, Green aktualnie przebywa w Feście z całą swoją rodzinką, całym swoim dobytkiem, który zresztą chyba i tak jest mniej warty od tego angielskiego statku. Ta wyprawa jest dla niego szansą do przeprowadzki na stałe do Anglii i zakończenia swojej morskiej, służalczej kariery. A fakt, że to będzie jeden z głośniejszych rejsów na całych Karaibach, doda do jego dorobku jeszcze trochę rozgłosu. Potrzebował jeszcze tylko twojej zgody... był bardzo hojny?
- Jonathan Green nie potrzebuje rozgłosu. Powtórzę - jest jednym z najlepszych marynarzy, którzy pływają obecnie po tych morzach. I to właśnie on popłynie z naszym złotem. - krzyknął Vasquez.
- To jest nasze złoto, Antonio. I nie tylko ty będziesz decydował o tym, kto z nim popłynie.
Rozumiem cię, Danielu. W takim razie powiedz, kogo widzisz na miejscu Greena.
- Miguel Sirius. Hiszpan, świetnie się nada na kapitana tej wyprawy.
- Chwileczkę… - zastanowił się gubernator, jakby po raz pierwszy znalazł coś interesującego w tej rozmowie - Myślimy o tym samym Miguelu Siriusie? Ten, który był podejrzewany o kontakty z piratami, w tym o wyprawy z Mike'm Densem?
- To były bezpodstawne zarzuty. Na moje oko Miguel doskonale się wywiąże z powierzonej mu roli. I na pewno będzie to bezpieczniejsze, niż wyprawienie Greena z naszym złotem.
- A czy ty będziesz miał korzyści z tego? Pewnie tak, prawda, Danielu?
- Nie, mój drogi. Po prostu wydaje mi się, że będzie lepszy niż ten twój marny, angielski Green.
- Jednak muszę cię zmartwić. Teraz mam większą władzę niż ty, ja tu jestem gubernatorem. I ja tu rządzę.
- Ależ, Antonio - przerwał mu Carreno - Pierwszy raz widzę, żebyś tak się zasłaniał stanowiskiem. Masz podstawy, by nie osadzić w roli kapitana Siriusa?
- Jestem już znudzony tą rozmową, Danielu. - powiedział Vasquez i przygładził sobie wąsy - Kapitanem będzie Green, który popłynie "Lordem Morskim", wraz z naszym złotem, weźmie przy okazji cały swój majątek, by zamieszkać w portowym miasteczku Highrock po udanym zakończeniu wyprawy - oznajmił oficjalnym tonem.
- Niech ci będzie, Antonio. Ale jako sekretarz mam prawo do wybrania przynajmniej czterech członków załogi. Tak więc domagam się, by popłynął także Miguel Sirius wraz z synem, Vincente.
- Oraz twój bratanek, który sam zgłosił się na sternika? - zapytał z ironią w głosie gubernator - A czemuż tyś się tak uparł na tego Siriusa?
- Musi być na pokładzie jakiś uczciwy Hiszpan, aby kontrolował to, co będzie wyprawiała ta angielska szuja. A mój bratanek, Paul, chyba już nawet dostał od ciebie pozwolenie na zostanie sternikiem, więc nie wiem po co ta uwaga.
- Licz się ze słowami i nie nazywaj Jonathana szują. Dobrze, porozmawiam z Siriusem. Czy możemy się już pożegnać? - zapytał Vasquez wstając. Był wyraźnie podirytowany.
- Tak jest, Antonio. Dalej uważam, że robisz poważny błąd mianując kapitanem tej załogi Greena. I Będzie to błąd, za który może zapłacić cała Hiszpania.
Gubernator nie odpowiedział. Odwrócił się do okna i zrobił ruch ręką, by Carreno opuścił gabinet. Nie lubił tego człowieka od dziecka, gdy razem podróżowali po morzach jako młodzi marynarze. Później Carreno został kapitanem, a Vasquez został mianowany przez niego jako kwatermistrz. Oboje udawali, że są przyjaciółmi, żywiąc do siebie skrywaną nienawiść. Po zakończeniu morskich przygód, Vasquez objął stanowisko gubernatora Festy, mianując Carrena na sekretarza, odwdzięczając mu się tym samym za posadę kwatermistrza. Jednak to nie była odpłata przysługą za przysługę, tylko zwyczajna zemsta - teraz Vasquez ma pod sobą Carrena...

***

Dwa dni przed wyprawą, nazywaną przez wielu Hiszpanów
"Samozagładą", statek był już przygotowany pod każdym względem. Jonathan Green ulokował na "Lordzie Morskim" cały swój majątek, który przenosił do nowego miejsca zamieszkania. Jego małżonka, Katherine, oraz dzieci - Adrian i Niva, już dwie doby byli na statku. Wszystkim udzielało się podniecenie przed początkiem rejsu. Skompletowana już załoga mieszkała w portowej tawernie "Nad Kotwicą", czekając cierpliwie na rozpoczęcie rejsu. Sternikiem miał być Paul Carreno, bosmanem został Miguel Sirius, a szturmanem młody Rico Endevez. Każdy z osobna był zachwycony perspektywą pływania na takim statku jak "Lord Morski". Był to piękny, wielki, majestatyczny, angielski galeon, będący w całości własnością Jonathana Greena. Otrzymał go w nagrodę, od króla Anglii za wyjątkowe zasługi dla kraju. Kto jak kto, ale Green z pewnością na niego zasłużył.
W przeddzień podniesienia kotwicy, szturman zauważył, że w wyprawie będzie uczestniczyć bardzo dużo młodych marynarzy - począwszy od niego samego, bo miał zaledwie 19 lat (a był już naprawdę niekiepskim marynarzem), poprzez siedemnastoletniego Adriana Greena, rok młodszą Nivę, osiemnastoletniego Vina Siriusa, syna bosmana, a na kilku majtkach, których wiek nie dobił jeszcze dwudziestki skończywszy. Nikt jednak nie potrafił stwierdzić jak to wróży wyprawie. To miało się okazać w ciągu kolejnych siedmiu dni trwania rejsu...








PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja