Witamy w magazynie Playback!     GRAJ Z PLAYBACKU!     Numer 06/2006 (Czerwiec 2006)
 
Recenzje

Zapowiedzi




  Mateusz 'Papkin' Witczak
Redakcja



Powiększ

Powiększ

Powiększ





Producent: Plastic Reality Technologies
Wydawca:
Cenega
Strona WWW:
www.elmatador-game.com
Data wydania:
III kwartał 2006

EL MATADOR


Szczerze mówiąc, gdyby jacyś mafiozo posłali do piachu mojego brata, z ucałowaniem ręki podziękowałbym, ustawiłbym sobie ołtarzyk z wizerunkiem killera (Jurka?), zmienił wyznanie na corleonyzm oświecony, zaś modlitwom i psalmom na cześć "rodziny" (raczej tej włoskiej w stylowych garniakach, nie tej spoczywającej trzy metry pod ziemią) nie byłoby końca. Co jednak mają ci przystojni, wysportowani bohaterowie filmów akcji, z nienagannie wyprasowaną koszulą i oślepiająco białym uśmiechem zamiast mózgu, że po podobnej akcji ruszają w pościg celem przekazania Belzebubowi kolejnych pacjentów, pojęcia nie mam. Zapewne zresztą ich łeb przypomina ten należący do wiekowego diplodoka, a więc mózg wielkości orzecha (też zresztą włoskiego) to standard. Tudzież, idąc za przykładem Dody, przeszczepili sobie do głowy trzecią pierś (naturalnie odpowiednio wymodelowaną i powiększoną, co by fani nie byli zawiedzeni) i opowiadają teraz o swojej kolekcji wibratorów. Jednak takie właśnie gogusie zazwyczaj, nie zważając na trudy, dwumetrowych ochroniarzy mogących zrobić "kuku" oraz niebezpieczeństwa natury ogólnej i możliwe liczne straty finansowe, postanawiają podjąć się próby zemsty na oprawcach. Takim gagatkiem jest egzotyczny bohater ciekawie zapowiadającej się produkcji El Matador. No, może nie do końca kieruje nim chęć zemsty, bowiem ma przyjemność zasilać szeregi pewnej organizacji do walki z terroryzmem, ale ciii…

Kolumbia, gęsta dżungla, żar leje się z nieba, siódme poty wylewające się z ciał przemytników o podejrzanie białych, umazanych w przedziwnym proszku nosach- ot, kolejny dzień, jak co dzień. Do czasu. Naszym głównym zadaniem w tej widowiskowej produkcji tpp będzie właśnie sprawienie, by wysiłki mafijnych bossów spełzły na niczym. Scenariusz ponoć obfituje w niespodziewane zwroty akcji i porusza pewne wartości i traktuje o zemście i sprawiedliwości. Znając życie cudów bym się nie spodziewał, ale sam fakt, że programiści faktycznie dłubią nad historią wart jest pochwały.

Obrazek


Sama rozgrywka przypominać ma po trosze GTA, Max Payne i Splinter Cell. Zacznijmy może od najbardziej niespodziewanego tytułu w tym zestawieniu (czyli trzeciego, jakby kto pytał). Nasz matador to żaden człowiek z żelaza, czy inny Duke i prędzej czy później, pod masowo wypluwanymi przez karabiny maszynowe kilogramami ołowiu, padnie na ziemię zalany w trupa (khem&hellipWink. Aby temu przeciwdziałać należy rozważnie skradać się, unikać bezpośredniego starcia, obserwować szlaki przodowników narko-biznesu i niepostrzeżenie wykańczać samotnych gangsterów. Emocje towarzyszące takim akcjom są zazwyczaj naprawdę duże. Poza tym nasz heros dysponować ma bogatą paletą ruchów, zaś akrobacji wyuczonych na treningach wreszcie będzie mógł w jakiś sensowny sposób wykorzystać. Nie da się jednak ukryć, że pomimo wszelkich wysiłków, pozostawać w ukryciu przez cały czas się, najzwyczajniej w świecie, nie da. Gdy już przeciwnik odkryje naszą obecność, będziemy mogli skorzystać z pokaźnego arsenału broni (przełomu nie warto oczekiwać, ale i tak serwowane menu kilkunastu narzędzi destrukcji powinno zadowolić najbardziej zatwardziałych sadystów). Wrogowie dysponować mają naprawdę dobrą sztuczną inteligencją, w co trudno uwierzyć, ale z drugiej strony choćby FEAR ostatnimi czasy pokazał, że ludzie z niewłaściwej strony lufy mogą stanowić większe wyzwanie niż walka z workami ziemniaków. Prócz góry chłopa, przed nami staną też przedstawiciele lokalnej fauny, a kto był w Ameryce Południowej wie, że mogą się oni okazać znacznie groźniejsi nawet, niż grad kul i przypakowani siepacze miejscowego dona.

Obrazek


O oprawie właściwie bardzo miło jest i w chwili obecnej, pisać. Zobaczcie tylko na screeny! Gra wykorzystuje autorski, wielokrotnie modyfikowany silnik. Użyto również choćby systemu rag-doll, co gwarantuje realistyczne zachowanie ciał, czy realistycznego modelu fizyki, który jednak również opracowali sami programiści. Zastosowano i tym podobne bajery jak HDR (system odpowiadający za realistyczne oświetlenie, który będziemy mogli podziwiać min. W Half-Life: Episode I), czy bump mapping. Duży nacisk położony jest zresztą na odpowiednią grę świateł. Programiści uwijają się jak w ukropie, aby cień padał realistycznie, zaś kolumbijskie słońce oślepiało jak nigdzie indziej. Wzorem wspomnianej już produkcji Valve, pojawić się ma system mimiki twarzy, dzięki któremu z facjaty naszego rozmówcy odczytamy malujące sięi w sercu uczucia- strach, radość, czy gniew. O muzyce wiele powiedzieć nie można. Wiemy, że utwory nagrywane mają być specjalnie na potrzeby gry, miłośnicy dźwięku przestrzennego otrzymają naturalnie pełne wsparcie, zaś na oba aspekty kładzie się naprawdę olbrzymi nacisk. Nie chcemy przecież, aby tego typu gra odstraszała powierzchownością, prawda?

Warto wspomnieć za to coś niecoś o przeciwnikach. Pierwsze szkice przedstawiały się co najmniej imponująco, a na przeniesieniu w grę postaci tylko zyskują. Zazwyczaj przeciw nam staną umięśnieni, może nieco przygrubi wojownicy, którzy doskonale wpisują się w wizerunek kolumbijskiego bandziora, tak pięknie wykreowany przez filmy i opowieści. Mamy więc tłuściocha z beretem (ciekaw jestem, czy moherowym), parą czarnych okularów, kilogramami ekwipunku na cielsku i parą czarnych rękawic, wytatuowanego bezmózga z chustą na łbie i sumiastymi wąsem, owłosionego debila i głupotę wypisaną na jego dziobie, czy brodacza-robotnika w przepoconej koszulce, z młotem w ręku i gustowną łysiną na głowie. Słowem- tak właśnie wyobrażam sobie kwiat kolumbijskiego bandziorstwa. Brakuje już chyba tylko siwego, opalonego staruszka z krawatem w biało-czerwone pasy. Nasz heros imieniem Victor Corbet działa zresztą z ramienia organizacji antyterrorystycznej DCA, o czym wspomniałem na wstępie. Jak się szybko okazuje, wyrżnięcie całej bandy osiłków nic nie zmieni i głównym celem gry będzie wyeliminowanie "bossa bossów", dżentelmena stojącego za La Valedorą (bo tak organizacja się zwie).

Obrazek


El Matador zapowiada się naprawdę nieźle. Wiele zależy od tego jak dużą dawkę swobody zapewnią nam twórcy i czy wywiążą się z obietnic. Jedno jest pewne. W przeciwieństwie do takiego GTA: SA, nikt nie powinien narzekać na oprawę graficzną. Czy jednak mamy do czynienia z wielką grą akcji, czy przereklamowanym gniotem, przekonamy się (o ile komputer wytrzyma, bo zalecane wymagania oscylują w granicach 1024 RAMu i Pentium 4 3Ghz) ponoć już wkrótce.








PLAYBACK 2006 Wszelkie prawa zastrzeżone!

O zinie | Kontakt | Współpraca | Redakcja