The Best of Abandonware, cz. 13
Zmień widokKtóż nie cieszyłby się, gdyby dostał od życia 100% więcej? A co mi tam, przecież są święta, czas prezentów, błogiego odpoczynku i nadrabiania growych zaległości - tylko w tym, ostatnim już numerze podwójnie więcej staroci, które wyszperałem i wykopałem z cmentarzyska abandonware'ów. Zrobiła się nieco grobowa atmosfera, więc na przekór moim słowom - niech żyją wiecznie!
Origamo
Producent: Destiny Software Productions Inc.
Rok wydania: 1994
Wariacji na temat nieśmiertelnego Tetrisa ciąg dalszy. Tym razem jednak popularne klocki lecą sobie w kulki, na dodatek papierowe, mamy bowiem do czynienia z symulatorem składania origami. Ci, którzy do tej pory tarzają się ze śmiechu po podłodze powiadam: powstańcie i nie bluźnijcie nadal, albowiem gra warta jest grzechu!
O co w tym wszystkim chodzi? Spadają klocki, komputer podaje nam figury, które mamy ułożyć, przestawiamy, przesuwamy i podstawiamy papierowe fragmenty, które dają nam przepustkę do kolejnego fragmentu labiryntu. W momencie gdy opuścimy ten niezbyt skomplikowany system korytarzy, automatycznie lądujemy w kolejnym etapie.
The Best of
Abandonware, cz. 13
Niby nic odkrywczego, ale niekiedy trzeba się całkiem mocno napocić, by ułożyć zmyślną figurę za pomocą najzwyklejszych tetrisowych klocków, a satysfakcja po wykonaniu zadania nieziemska. Warto poszukać tej gry na serwisach aukcyjnych, wszak pojawiła się ona kilkanaście ładnych lat temu na półkach sklepowych w naszym kraju. Enjoy!
Dig It!
Producent: Pixel Painters
Rok wydania: 1996
Przed nami kolejna wiekopomna historia o bohaterskim rycerzu, który podąża w imię równości i sprawiedliwości do zamku okrutnego tyrana, odbija z jego rąk piękną żonę i przywraca ład w swojej krainie. Kto by się jednak spodziewał, że w tą niekończącą się podróż wyruszy… koleś z jetpackiem na plecach?
Bohaterem gry jest niejaki Dug Kewl pałający żądzą zemsty na Supreme Spurkasaurze, smoczym władcy i tyranie. Ten okropny badass zrobił naszemu ziomowi trzy przeokropne rzeczy: spalił mu dom, splądrował posiadłość i porwał żonę. O ile pierwsze dwa zdarzenia można jeszcze jakoś przełknąć, tak bezceremonialne przywłaszczenie sobie przez demona ukochanej osoby Duga przelało czarę goryczy. I tak oto wyruszamy na pełną przygód podróż, podczas której napotkamy tabuny wrogów ze smokami na czele. Co tam ziejące ogniem bestyje - nasz bohater ma w swoim ręku cudowną broń - pistolecik, który zmienia przeciwników w… balony. Myślałem, że nic mnie nie zaskoczy, ale jednak się udało.
The Best of
Abandonware, cz. 13
Dobre platformówki zawsze są w cenie - tutaj nie dość, że nie musicie za nic płacić, to jeszcze gra nie odpycha wizualnie jak inne, wiekowe produkcje. Dajcie się zrobić w balona - ten jeden jedyny raz, choćby na parę minut.
Dark Seed
Producent: Cyberdreams Inc.
Rok wydania: 1992
Ta gra to przestroga dla młodocianych, domorosłych grafomanów. Chcesz napisać dobrą książkę, a wena gdzieś się ulotniła? Prześpij się - ufoki i inne marsjańskie kreatury zapewnią dostateczny przypływ wrażeń.
The Best of
Abandonware, cz. 13
Bohater "Dark Seed", Mike, zna to z autopsji. Ba, ten koleś poświęcił się dla dobra beletrystyki na tyle, że postanowił kupić sobie spokojny domek na odległej prowincji. Długo nie zaznał spokoju: pierwsza nocka w nowej hacjendzie okazała się znamienna dla jego dalszego życia. Podczas snu pojawiają się zieloni przyjaciele z bliżej nieokreślonej planety i wszczepiają mu do mózgu takie dziwne "coś", co diametralnie zmienia jego wizję otoczenia i przyszłości świata. Poranek nastał dość szybko, Mike zrozumiał, że szykuje się jakiś marsjański armageddon na Matkę Ziemię, a na dodatek ufoki postawiły mu ultimatum: masz trzy dni na rozwikłanie zagadki, albo te tajemnicze kręgi na polach zbożowych przerodzą się w globalne żniwa, tym razem z ludzkim pokłosiem.
Przyznacie, fabuła prezentuje się całkiem interesująco, jeszcze lepiej sprawdza się to wszystko w praniu. Czas odgrywa tutaj rolę nadrzędną - wszystko jest dokładnie zaplanowane, każda minuta spóźnienia zmniejsza nasze szanse na wyzwolenie świata, a kosmici czyhają na każdy błąd.
Kapitalna sprawa - produkcja Cyberdreams kiedyś mocno zamieszała w świecie przygodówek, teraz niewielu o niej pamięta, choć może ktoś ściągnie tych parę megabajtów i pomoże Mike'owi powstrzymać inwazję przybyszów? Polecam gorąco!
Storm Master
Prodcent: Silmarils
Rok wydania: 1993
Miks strategii i RPGa? Połączenie wyścigówki i strzelaniny? Phi, przeca to słabiutkie misz-masze. Panowie z Silmarils zaserwowali nam iście królewskie danie: strategia, przygotówka z elementami fantasy i gra akcji w jednym. Na całe szczęście od ogromu roboty nie wpadamy w obłęd, wręcz przeciwnie, mamy ochotę na więcej!
The Best of
Abandonware, cz. 13
Stajemy przed trudnym zadaniem: kraina Eolia to terytorium uzależnione od wiatru: na nim oparto całą gospodarkę, której składową jest m.in. windsurfing (wysoko rozwinięta turystyka!). Mieszkańcy tego pięknego skrawka ziemi powierzyli władzę w nasze ręce przy okazji oczekując na spełnienie naszych obietnic wyborczych. Jednym z nim jest podbicie sąsiadującej z Eolią krainy Sharkaanii. W przeciwieństwie do polskich polityków nie rzucamy słów na wiatr i wyruszamy na podróż, której celem jest aneksja wrogo nastawionego terytorium, jednocześnie sprawując pieczę nad gospodarką i ładem społecznym.
Ta gra potwierdza jedną tezę: goście z Silmarils byli geniuszami. Czego się nie dotknęli, zamieniało się w naprawdę świetną produkcję. Tak też było i tym razem: Storm Master do tej pory zaskakuje nowatorskimi rozwiązaniami(np. wspomniane już oparcie gospodarki na wietrze), a miks kilku z pozoru zupełnie odmiennych gatunków w praniu sprawdza się znakomicie. Świat strategii fantasy to nie tylko "Hirołsi" i Warcrafty - warto odpalić "Władcę Burz" i poczuć tą niepowtarzalną, niestety przemijającą powoli wraz z wiatrem magię hitu sprzed lat.
Rzecz jasna na kolejne odcinki sagi abandonware zapraszam do tego nowego, lepszego świata, który objawi Wam się już tuż, tuż!

Komentarze do wpisu