Majesty 2: The Fantasy Kingdom Sim
Zmień widokSą gry, które nie powalają grafiką, nie są genialne ani przełomowe, a jednak niezwykle zapadają w pamięć. Jedną z nich dla mnie było wydane w 2000 roku Majesty. Niby (jak głosił napis na pudełku) prosty symulator królestwa fantasy, a wciągał z siłą trąby powietrznej. Po dziś dzień należy do grona moich ulubionych gier, więc z tym większym zainteresowaniem sięgnąłem po drugą część tej gry.
Majesty rzeczywiście na pierwszy rzut oka nie wyróżniało się niczym szczególnym w tamtych czasach - ot, jeszcze jeden RTS z zamkami, rycerzami i smokami. Ale na tym podobieństwa do klasycznych strategii się kończyły. Otóż Majesty nie dawało graczowi bezpośredniej kontroli nad poczynaniami jego jednostek (tutaj nazwanych bohaterami). Zamiast tego mógł wyznaczać nagrody za zabicie konkretnego przeciwnika, czy dotarcie do określonego punktu na mapie. Każdy rodzaj herosa miał inny charakter - jedni uwielbiali eksplorować mapę, inni wprost rwali się do walki, a jeszcze inni zainteresowani byli tylko złotem. Zapanowanie nad tym całym bohaterskim jarmarkiem dawało ogromną frajdę. I w telegraficznym skrócie tak wygląda także Majesty 2.
Majesty 2: The
Fantasy Kingdom Sim
W grze wcielamy się w ostatniego spadkobiercę tronu królestwa Ardanii. Sprawy mają się źle (jakżeby inaczej), demon przejął władzę nad niegdyś piękną krainą i to my jesteśmy jej ostatnią nadzieją. Fabuła jest banalna i pretensjonalna, ale to nie ona gra tu pierwsze skrzypce. Kampania w zasadzie wygląda identycznie, jak ta z pierwszego Majesty. Mamy wielką mapę, na której zaznaczono zadania, które musimy wykonać, zaliczenie jednego zadania odblokowuje możliwość wykonania kolejnego. Ponownie pogrupowano je według poziomu trudności - początkujący, zaawansowany oraz ekspert.
Majesty 2: The
Fantasy Kingdom Sim
Sama rozgrywka skupia się na stawianiu kolejnych budowli, werbowaniu bohaterów i walce z potworami. Element budowlany nie należy do zbyt rozwiniętych, ale też nie on stanowi tutaj fundament rozgrywki. Początkowo wielu graczy będzie zapewne rwało włosy z głowy, kiedy miasto stanie się obiektem ciągłych ataków, a herosi zamiast przyjść mu z odsieczą będą sobie dziarsko spacerowali po okolicznych lasach. Jednak właśnie o to tu chodzi, nasza osada jest niemal ciągle atakowana, ale wystarczy chwilkę poczekać, a nasi dzielni wojacy odeprą wroga. Początkowo słabiutcy, ledwo dadzą sobie radę z ubiciem paru szkieletów, ale z czasem awansują na wyższe poziomy i niewiele potworów będzie im strasznymi. Jednak by nasi herosi stali się naprawdę potężni, będą potrzebowali odrobiny naszej pomocy, inaczej nasza armia będzie walczyła koślawymi mieczami i nosiła dziurawe zbroje. Budując kuźnie, targi, czy magiczne bazary zyskujemy możliwość opracowania specjalnego ekwipunku, który znacznie zwiększy możliwości bohaterów. Jest to jednak bardzo kosztowna impreza, przez co zmuszeni będziemy do podejmowania trudnych wyborów, gdyż na wszystkie ulepszenia nie będzie nas stać. Co ważniejsze, po każdej misji mamy możliwość jednego z napakowanych, obwieszonych najdroższą bronią herosów uczynić lordem i wykorzystać (oczywiście za spore pieniądze) w kolejnych zadaniach.
Majesty 2: The
Fantasy Kingdom Sim
Zmianom uległy zasady ekonomii w grze. Podstawowym źródłem dochodów wciąż jest targ, jednak teraz możemy posiadać tylko jedną taką budowlę naraz. Żeby zarobić coś ekstra musimy w wyznaczonych punktach mapy budować składy handlowe, które regularnie będą wysyłały karawany ze złotem do naszego skarbca. Z tym, że taka karawana nie jest ani szybka, ani wytrzymała, co zmusza nas do zabezpieczenia trasy jej przejazdu, inaczej możemy zapomnieć o cennym złocie. Innym źródłem dochodów są podatki zbierane przez naszych dzielnych poborców, jednak ze względu na wysoką śmiertelność w ich szeregach nie nazwałbym tego pewnym sposobem zarabiania pieniędzy.
Z reguły nasi bohaterowie całkiem nieźle radzą sobie sami. Jeśli akurat nie byczą się w swojej gildii to całkiem prawdopodobne, że odeprą szturm na pałac, zanim jakiś szczuroczłek wyniesie z niego nasz tron. Czasem jednak warto dodatkowo zmotywować poddanych do ofiarniejszej pracy. Robimy to poprzez lekko rozwinięty system nagród znany z poprzedniego Majesty. Jeśli chcemy pozbyć się jakiegoś wyjątkowo uciążliwego przeciwnika po prostu wyznaczamy nagrodę za jego głowę, jeśli chcemy zbadać jakiś nieznany teren mapy trochę złota powinno załatwić sprawę. Ale i w tym tkwi pewien haczyk - nasi herosi cenią się i za byle złamany grosz nie będą nadstawiali karku, przynajmniej nie wszyscy. Otóż każdy rodzaj herosa cechuje się innym charakterem - wojownicy z radością rzucą się na potwora, którego śmierci życzy sobie Jego Wysokość, łowcy z przyjemnością pozwiedzają okoliczne lasy za drobna opłatą, a łotrzyce i krasnoludy zrobią dla nawet małych pieniędzy niemal (niemal, więc amatorzy damskich i - o zgrozo - krasnoludzkich wdzięków muszą obejść się smakiem) wszystko. Pojawiły się również dwa nowe rodzaje nagród. Flaga obrony zachęci bohaterów do obrony (niesamowite, nieprawdaż?) danego budynku/karawany, zaś znak odstraszający… cóż odstraszy bohaterów od pałętania w danym miejscu.
Majesty 2: The
Fantasy Kingdom Sim
Zadania stawiane przed nami przez grę nie są szczególnie zróżnicowane, z reguły zasadzają się na ubiciu jakiegoś szczególnie problematycznego potwora/zdobyciu cennego artefaktu. Niestety, większość misji wykonujemy w ten sam sposób, stawiamy te same budynki, w tej samej kolejności, co poprzednio, rozwijamy się i niszczymy legowiska potworów. Wielką zaletą pierwszego Majesty był fakt, że mapy w kampanii generowano losowo, co sprawiało, że ta sama misja nigdy nie wyglądała identycznie. W Majesty 2 tej funkcji nie uświadczymy, a szkoda bo sprawia to, iż raz ukończonej misji nie będziemy chcieli przechodzić ponownie. Same projekty map są całkiem niezłe, dominują lasy, równiny i pustynie. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o grafice gry. Prezentuje ona poziom gdzieś z roku 2004. Zwłaszcza modele postaci wyglądają niespecjalnie, są ubogie w detale i delikatnie mówiąc, nie porywają. Również projekty budynków nie przedstawiają się szczególnie imponująco, brakuje im detali, do których przyzwyczaiły nas strategie z ostatnich lat. Z drugiej strony ma to tą zaletę, że gra będzie płynnie chodziła nawet na dosyć słabych maszynach.
Majesty 2: The
Fantasy Kingdom Sim
Od strony dźwiękowej Majesty 2 prezentuje się dużo lepiej, muzyka jest baśniowa i całkiem ładna. Szkoda tylko, że nie ma jej zbyt wiele i zdarza się nam grać w zupełnej ciszy (nie licząc, rzecz jasna odgłosów otoczenia). Większość odgłosów jest bezpośrednio zapożyczona z pierwszej części gry, co jest rozwiązaniem całkiem udanym, zwłaszcza, że Majesty miało naprawdę dobrą ścieżkę dźwiękową. W szczególności odzywki bohaterów, przesycone charakterystycznym dla gry nieco ironicznym poczuciem humoru, doskonale zdają tutaj egzamin.
Warto też wspomnieć o drobnych usprawnieniach interferjsu. Przede wszystkim po prawej stronie ekranu widoczny jest pasek, wyświetlający wszystkich herosów. Nie musimy szukać konkretnego bohatera, wystarczy jedno kliknięcie i już przenosimy się od niego. Dzięki małym symbolom przy podobiznach jednostek wiemy, co dany delikwent aktualnie porabia. Interfejs jest całkiem funkcjonalny, a przede wszystkim prosty w obsłudze, co ma największe znaczenie dla graczy.
Majesty 2 to gra całkiem długa, spokojnie wystarcza na kilkanaście godzin, a przy tym ogromnie wciąga. Co prawda bardziej niż sequel pasuje do niej określenie remake, ale jestem świadom, że czepiam się trochę na siłę. Jeśli tylko przymknąć oczy na niedzisiejszą grafikę i wybaczyć grze jej liniowość, to otrzymamy idealną strategię na wydłużające się jesienne wieczory. Trochę się zmieniło od 2000 roku, jednak w najważniejszej kwestii jest tak, jak w pierwszym Majesty - gra daje ogromną frajdę i ma genialny, dowcipny klimat, a to przecież najważniejsze. Z czystym sercem polecam; dawno tak dobrze się nie bawiłem przy strategii.

Komentarze do wpisu