Wydany w Polsce przez TopWare Section 8 to kolejna gra powielająca pomysły i styl rozgrywki znany z serii Battlefield, Battlefront czy Quake Wars. Nastawiona na zabawę przez Internet, z klimatem przywołującym skojarzenia z Halo oraz - poza całą masą sprawdzonych rozwiązań - kilkoma ciekawymi elementami odróżniającymi ją od reszty klonów Battlefielda. Ale czy to wystarczy, aby zachęcić graczy do zakupu?
Założenia się proste - duża mapa, 32 graczy, punkty kontrolne do zdobycia i utrzymania. Różne profesje, różne bronie, kilka pojazdów. Kto zdoła utrzymać dominację, ten wygrywa. Schemat znany już od pierwszego Battlefielda, powielany przez mnóstwo gier z większym/mniejszym skutkiem. Na całe szczęście Section 8 ma kilka ciekawych patentów, które odróżniają ją od mrowia pozostałych pozycji. Przykładem jest chociażby samo rozpoczęcie bitwy. Akcja gry dzieje się w odległej przyszłości, gdzie kosmiczni marines posiadają specjalne, niesamowicie wytrzymałe pancerze. Dzięki nim stały się możliwe desanty prosto ze statku kosmicznego - żołnierze po prostu wyskakują z niego w stronę celu. Za każdym odrodzeniem (respawnem) gracza "nurkujemy" w powietrzu dobre kilka sekund zanim spadniemy z efektownym wgnieceniem na pole bitwy. Co najciekawsze, podczas tego manewru możemy włączyć hamulce (odpowiedni przycisk w odpowiednim momencie) i mamy wtedy kilka chwil dla siebie, żeby wybrać, gdzie konkretnie chcemy wylądować. O możliwościach taktycznych dobrych skoków nie trzeba nawet pisać.
Wcześniej wspomniany skafander kosmicznych marines pozwala nie tylko na efektowne, podniebne loty. Przypomina rewolucyjny kostium w Crysis, ale posiada kilka ciekawych możliwości, które mają diametralne znaczenie dla rozgrywki. Przykładowo - pole siłowe. Dopiero po zniszczeniu tej ochronnej, zdolnej do regeneracji bariery jesteśmy w stanie zadać prawdziwe obrażenia wrogom. Wyjątkiem są bronie na ostrą amunicję (większość pukawek w Section 8 strzela wiązkami lasera), które niemal nic z takiego pola sobie nie robią. Jest jeszcze możliwość chwilowego lotu (trzy-cztery sekundy) oraz niesamowicie szybki bieg. W jego trakcie kamera przenosi się za plecy naszego żołnierza, dając nam możliwość podziwiania futurystycznego kombinezonu. Mamy dodatkowo kilka "gadżetów" do wyboru - nóż, granaty, pociski rozpraszające, miny i tym podobne. Ostatnią nowością jest możliwość zakupu sprzętu większego kalibru za pieniądze zyskane podczas gry. Wieżyczki przeciwlotnicze zestrzeliwujące graczy zanim wylądują, radar, centrum zasobów, wieżyczki przeciwpancerne i przeciwpiechotne, Punty zaopatrzenia czy nawet czołgi i mechy. To wszystko możemy wezwać w każdej chwili, wystarczy posiadać odpowiednią sumę oraz znajdować się na zajętym przez swoją drużynę terenie.
Niestety, ubierając graczy w pancerz przyszłości, twórcy stali się odpowiedzialni za ogromny chaos na serwerach. 32 ludzi na mapie, a każdy z nich posiada osłonę, możliwość latania oraz błyskawicznej ucieczki i regenerującą się tarczę. Większość z nich wybiera profesję szturmowca (jest jeszcze mechanik, snajper, grenadier i komandos), a co za tym idzie, teren rozświetla masa wiązek laserowych odbijających się od pancerzy. Wszędzie latają pociski, każdy biega, skacze, lata… szaleństwo. Skorzystać na tym powinien snajper, z daleka likwidujący większość tańczących wokół siebie wrogów. Niestety, przez pole siłowe skafandrów oraz bardzo dynamiczną rozgrywkę przewaga terenowa zostaje praktycznie zniszczona. Kilka tygodni po premierze gry sytuacja wciąż wygląda tak samo - rzadko kiedy ktoś jest tutaj po prostu "dobry". Jedyne co się liczy to przewaga liczebna, w innym wypadku wróg zacznie uciekać, gdy tylko poczuje, że jego osłona jest na wykończeniu. Na zbiegów nie pomogą nawet powolne pociski z wyrzutni rakiet (można je zniszczyć w locie!), świetne są tylko na pojazdy. A no właśnie… pojazdy.
Możliwość poruszania się wehikułami przyszłości to zdecydowanie najbardziej niedopracowany element Section 8. Maszyny są zupełnie niesterowne oraz praktycznie bezbronne względem graczy z wyrzutniami rakiet. Czołgi uwielbiają się klinować wszędzie poza asfaltowymi drogami, natomiast mechy są powolne i nie posiadają zbyt dużej siły ognia. Doświadczony gracz bez trudu poradzi sobie z każdą z tych maszyn, bowiem zamiast dodawać możliwości, wehikuły tylko je ograniczają. "Mobile traps", jak zostały okrzyknięte podczas kolejnych rozgrywek.
Pod względem grafiki jest… futurystycznie. Section 8 posiada małe wymagania, co jest oczywiście dużym plusem. Niestety, lokacje są dosyć puste, nie licząc miejsc, o które przyjdzie nam toczyć zaciekłe bitwy. Całe otoczenie przypomina jedną wielką łąkę/pustynię/morze. Poza kilkoma perełkami jest bardzo przeciętnie. Cieszą co prawda ogromne księżyce na niebie czy mega-wielgaśne działo jonowe tuż przed naszymi oczami, niemniej ilość detali i szczegółów jest w Section 8 bardzo skąpa. Brak tutaj wymyślnych miejsc do ukrycia, więc snajperzy nie mają łatwego życia. Wszystko jest tak naprawdę jedną wielką areną, a plansze tylko pomagają wedrzeć się chaotyczności na pole bitwy. Najładniej wyglądają modele postaci (widać to zwłaszcza na filmikach przerywnikowych podczas kampanii dla pojedynczego gracza), wyraźnie odznaczając się na tle całej reszty.
Podsumowując - Section 8 to całkiem niezła gra, lecz fanów Battlefielda na swoją stronę raczej nie przeciągnie. Nieśmiertelny dziadek wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością na serwerach, podczas gdy pecetowy Section rzadko stwarza możliwość rozegrania mapy w pełnym składzie. Tytuł posiada kilka ciekawych patentów, lecz w moim mniemaniu to za mało, żeby przekonać do siebie bardziej wymagających graczy. Większość z nich mogą odstraszyć chaotyczne walki oraz poziom rozgrywek. Section 8 musi jeszcze trochę poczekać na dobre drużyny, o ile do tego czasu gra będzie wciąż popularna. Jeżeli świat zdąży o niej jednak zapomnieć… nic wielkiego się nie stanie.


Komentarze do wpisu